orchidea magia piekna

piątek, 19 stycznia 2018

TOP 8 PODKŁADÓW 2017 ROKU

Podkłady to kosmetyki, które zawsze wzbudzają ogromne zainteresowanie. Wiele osób ciągle szuka swojego ideału. Robiąc taką listę kierowałam się potrzebami różnych typów skóry. Jak wiecie, prowadzę własną działalność i maluję klientki. Kosmetyki dobieram indywidualnie do potrzeb i oczekiwań pań, które maluję - stąd moje ocenianie podkładów jest nieco inne, niż w przypadku osób, które używają dane produkty tylko na sobie. Oczywiście - zawsze istnieje ryzyko, że dany kosmetyk nie sprawdzi się u każdego. Natomiast zawsze opisuję Wam wszystkie moje spostrzeżenia o produktach po to, abyście mogli ocenić czy te kosmetyki będą miały szansę się u Was sprawdzić :)




1. bb cream Klairs Cosmetics - rozświetlający, lekki, o małym kryciu, w jednym - żółtym - odcieniu, nie tworzy efektu maski, szczególnie polubi go cera sucha i mieszana w kierunku normalnej, ale przy dobrym zagruntowaniu pudrem trzyma się fajnie nawet na cerze tłustej
2. perfecting liquid foundation Arbonne Green Beauty & Wellness - lekki, o średnim kryciu, o naturalnym wykończeniu, nie tworzy efektu maski, dla każdego typu skóry, są kolory dla bladziochów
3. fit me Maybelline New York Polska - lekki, o wodnistej konsystencji, o średnim kryciu, nie tworzy efektu maski, daje efekt lekkiego wygładzenia struktury skóry, dla każdego typu skóry (ale nie jest silnie matujący), są kolory dla bladych osób
4. lock it Kat Von D SEPHORA - ciężki, o gęstej konsystencji, o mocnym kryciu, przy nieumiejętnym zaaplikowaniu może tworzyć efekt maski, świetny na wyjścia i do sesji zdjęciowych, dla różnych typów cer - ale w tym przypadku - efekt końcowy zależy od bazy oraz produktów wykańczających, bardzo duży wybór kolorów
5. liquid control Eveline Cosmetics - lekki, o wodnistej konsystencji, o średnim kryciu, nie tworzy efektu maski, daje efekt optycznego wygładzenia skóry, dla każdego typu skóry, brak kolorów dla bladziochów
6. born wthis way Too Faced Cosmetics - o średnio-gęstej konsystencji, o kryciu średnim, które można budować do większego, lekko rozświetla, dla każdego typu skóry (tłusta wymaga zagruntowania), fajne kolory, przy czym niestety w Polsce nie ma dostępnych wszystkich odcieni
7. super light brightening balm Dr.G Polska - o średnio-gęstej konsystencji, o kryciu średnim, które można budować do większego, rozświetlający, dla każdego typu skóry (tłusta wymaga zagruntowania), jeden kolor - dosyć ziemisty
8. podkład mineralny Lily lolo Costasy Lily Lolo Mineral Cosmetics - o średnim kryciu, które można budować, ma naturalne wykończenie, dla każdego rodzaju skóry, naturalny skład, świetny wybór kolorów, nawet bladziochy znajdą coś dla siebie


A jakie są Wasze podkładowe hity 2017 roku? ;)

poniedziałek, 15 stycznia 2018

CIENIE MINERALNE ANNABELLE MINERALS | MAKIJAŻ W FIOLECIE I BRĄZACH Z CYNAMONOWĄ KRESKĄ

Czy cieni mineralnych w formie sypkiej należy się bać? Oczywiście, że nie! :) Taka forma cieni ma szereg zalet, o których Wam za chwilę powiem. Jeśli śledzicie mojego bloga to wiecie, że jakiś czas temu otrzymałam paczkę z kosmetykami marki Annabelle Minerals. Znalazły się w niej między innymi cienie, o których właśnie dzisiaj chcę Wam opowiedzieć - a warto na nie zwrócić uwagę. Szczególnie, gdy szukacie produktów naturalnych, o świetnych składach, kiedy macie dosyć słabo napigmentowanych cieni dostępnych w drogeriach lub po prostu macie wrażliwe oczy, które reagują toną łez i podrażnieniem na prawie wszystko, co nakładacie w ich okolicach ;)


Powyżej widzicie makijaż oka, który wykonałam wyłącznie cieniami mineralnymi marki Annabelle Minerals - włącznie z kreską, która została stworzona z połączenia cienia cinnamon i płynu duraline (możecie do tego użyć także zwykłej wody). Pantone ogłosiło już kolor roku 2018 - to fiolet. Jak widzicie, makijaż idealnie wpisuje się w obecne trendy.



Wcześniej byłam już szczęśliwą posiadaczką dwóch kolorów cieni - vanilla i chocolate. Nowe kolory, które dołączyły do mojej kolekcji to cinnamon i lavender

Tak prezentują się swatche tych cieni na dłoni - pigmentacja jest świetna, nieprawdaż? ;)


W kolejności od lewej widzicie kolory:
- chocolate - ciemny, czekoladowy brąz z delikatnymi złotymi drobinkami
- lavender - zgaszony, lawendowy odcień fioletu
- cinnamon - nazwa idealnie odzwierciedla jego kolor - ciepły, rudy odcień brązu
- vanilla - matowy, neutralny beż, idealna baza do każdego rodzaju makijażu


Cienie, tak jak już wspomniałam, mają świetną pigmentację, a rozcieranie ich na powiece jest przyjemnością. Mogę je polecić zarówno osobom zaawansowanym, jak i laikom makijażowym. Szczególnie zachwycił mnie cień cinnamon. Uwielbiam ciepłe brązy, w których czuję się najlepiej. Cienie lavender i cinnamon polecam Wam jako cienie główne do tworzenia delikatniejszych, jednokolorowych wersji smoky eyes, które możecie spokojnie nosić na codzień. 


Czuję, że na tych kolorach moja przygoda z cieniami marki Annabelle Minerals się nie skończy. Moje wrażliwe oczy je pokochały. Sprawdzają się również w mojej pracy, do malowania klientek. Jeśli jesteśmy w stanie połączyć w jednym produkcie świetną pigmentację z łatwością pracy i genialnym składem to czego chcieć więcej? Ja jestem na TAK!


Dajcie znać w komentarzach czy już mieliście styczność z cieniami mineralnymi - jestem tego bardzo ciekawa ;)

sobota, 13 stycznia 2018

HUDA BEAUTY MUSE KOTURÓWKA + POMADKA + BŁYSZCZYK ANGELIC - HIT CZY KIT? HUDA BEAUTY VS LOVELY | ANKIETA BLOGOWA

Huda Beauty to marka, która w ostatnim czasie zawładnęła siecią. Każdy produkt, który został wypuszczony na rynek, jest hitem. Jedni te produkty kochają, inni nienawidzą. Jakiś czas temu marka Huda Beauty pojawiła się w Polskiej Sephorze - niestety tylko online (przed świętami w niektórych sklepach można było dorwać kilka produktów, a w Warszawie paleta rozświetlaczy jeszcze jest dostępna). Ale dziś przychodzę do Was z wpisem dotyczącym produktów do ust. W moje ręce trafiła konturówka, pomadka w odcieniu muse oraz błyszczyk w kolorze angelic.



Zapewne kojarzycie te słynne mini zestawy w opakowaniu w kształcie ust. Niestety u nas zostały wykupione w zastraszającym tempie - oczywiście przegapiłam moment, w którym jeszcze można je było zdobyć. Nie miałam ochoty sprowadzać jednego zestawu ze sklepów zagranicznych, dlatego wreszcie postanowiłam kupić wersje pełnowymiarowe na stronie Sephory.
Najczęściej marek Huda Beauty i Kat von D nie obowiązują żadne promocje, ale tym razem udało mi się skorzystać z 25% rabatu - z czego bardzo się cieszę :)



Wybrałam te same produkty, które wchodzą w skład zestawu muse & angelic. Spodobał mi się on tak bardzo, że nie mogłam przejść obok tych kosmetyków obojętnie. Dodatkowo, słyszałam bardzo dobre opinie o produktach do ust od Hudy. I oto mam mój wymarzony zestaw. Zaraz opowiem Wam jakie są moje wrażenia na ich temat.



Huda Beauty Lip contour muse to konturówka utrzymana w chłodnym, zgaszonym różu. Jest miękka i bardzo gładko sunie po ustach, ale posiada matowe wykończenie. Jej mocny pigment i miękkość sprawiają, że wysiłek podczas aplikacji jest zbędny. Nie rozmazuje się. Zdecydowanie przedłuża ona trwałość makijażu ust i zjada się równomienie. Dzięki jej właściwościom może być używana solo. 



Huda Beauty Liquid matte muse to matowa pomadka w chłodnym odcieniu zgaszonego różu - idealnie dopasowana do konturówki. To pomadka płynna, która zaskoczyła mnie konsystencją. Jest dosyć wodnista. Ale nie martwcie się - i tak świetnie kryje. Dzięki tej płynnej formule jest dla ust zdecydowanie łaskawsza i nie tworzy na nich klimatu rodem z Sahary. Jeśli macie problem z łatwo przesuszającymi się ustami albo ich struktura jest naturalnie chropowata to myślę, że tą pomadką warto się zainteresować. Szminka ta jest trwała. Nie rozlewa się w trakcie dnia i ładnie się zjada.



Huda Beauty Lip strobe angelic to błyszczyk w odcieniu różu, z delikatnymi ciepłymi tonami z lustrzanym, metalicznym, błyszczącym, złotym wykończeniu. To bardzo uniwersalny kolor i jeden z bezpieczniejszych odcieni w palecie. Jeśli szukacie czegoś bardziej odjechanego to polecam shamless lub moody. 
Błyszczyk ma gęstą konsystencję i średnie krycie. Można go używać solo, ale najciekawiej wygląda nałożony na inne produkty do ust. Zaaplikowany na konturówkę i pomadkę w odcieniu muse wygląda obłędnie. Powiększa optycznie usta i nadaje im bardzo ciekawy wygląd. Błyszczyk nie ma właściwości zastygających, dlatego nie przedłuża trwałości makijażu ust - szczególnie podczas jedzenia. Natomiast jak na błyszczyk utrzymuje się całkiem przyzwoicie - około 4 godzin.



Zdradzę Wam, że ten zestaw podbił moje serce i zapałałam miłością do tych produktów. Ich jakość wynagradza tę mało sympatyczną cenę ;)

Jakiś czas temu postanowiłam porównać zestaw do ust Huda (konturówkę i pomadkę) z zestawem do ust k-lips lovely lips od Lovely. Jeśli jesteście zainteresowani jak wypadło porównanie to zapraszam do obejrzenia filmu:



Dajcie znać czy znacie już te kosmetyki i czy je testowaliście i czy polecacie inne produkty tej marki - piszcie w komentarzach :)




Zapraszam Was także do udziału w ankiecie, którą stworzyłam po to, aby poznać Wasze potrzeby i oczekiwania odnośnie mojej blogowej działalności. Ankieta zajmie Wam tylko kilka minut, a mnie pomoże rozwijać to miejsce. Oto link do ankiety:

Klik - ankieta blogowa Orchideamagiapiekna

Będzie mi bardzo miło jeśli weźmiecie w niej udział :)

niedziela, 7 stycznia 2018

CZERWIEŃ NIEJEDNO MA IMIĘ, CZYLI MOJE ULUBIONE CZERWONE LAKIERY HYBRYDOWE

Gdyby ktoś zapytał mnie kilka miesięcy temu o ulubiony czerwony lakier to zapewne zaczęłabym się śmiać. Do niedawna nie mogłam znieść czerwieni na moich dłoniach, mimo, iż kiedyś nieraz po nią sięgałam. Jakiś czas temu jednak w mojej głowie zaświtała myśl o powrocie do tego koloru. I wiecie co? To był świetny pomysł! Zakochałam się na nowo :)



Moja kolekcja powoli się rozrasta. Obecnie posiadam 6 lakierów w różnych odcieniach - od jasnej i ognistej, przez wiśnię, aż do wersji brokatowej - wszystkie marki Neonail. Świetnie się rozprowadzają, większość świetnie kryje przy dwóch warstwach, trzymają się w praktycznie nienaruszonym stanie do następnej aplikacji - dlatego tak bardzo lubię tę markę. Nie bez powodu moja kolekcja lakierów Neonail stale się powiększa ;)



Na powyższym zdjęciu widzicie kolory lakierów, które poniżej wymieniłam w tej samej kolejości:
- Fiery flamenco - ciemniejszy, niż lady ferrari, ale jaśniejszy, niż sexy red
- Lady ferrari - żywa, ciepła, rzucająca się w oczy czerwień (obecnie moja ulubiona!)
- Sexy red - intensywna, klasyczna czerwień, bardzo uniwersalny kolor
- Dark cherry - bardzo ciemna wiśnia, w niektórym świetle wygląda jak czerń
- Cymric - daje efekt kociego oka, jest dość trudny do opisania, to połączenie zgaszonej ciemnej czerwieni z kolorem stali - bardzo nieoczywisty kolor
- Alizee - brokatowa, mocno błyszcząca ciemna czerwień - idealna na imprezy, ale jednocześnie elegancka




Do niedawna posiadałam małą ledową lampkę, która jest świetna, ale sprezentowano mi nową lampę led, która jest zdecydowanie lepsza. Lakiery utwardza już w 30 sekund. Posiada także czujnik ruchu i wyświetlacz, co sprawia, że aplikacja jest o wiele szybsza i przyjemniejsza. Ta lampa kosztuje niewiele więcej, niż ta malutka, dlatego polecam zainteresować się właśnie tę drugą opcją - u mnie sprawdza się wspaniale ;)




A Wy, lubicie czerwień na paznokciach czy stawiacie na inne kolory? Podzielcie się ze mną Waszymi ulubionymi lakierami, chętnie poznam nowe kolory :)

wtorek, 2 stycznia 2018

PODSTAWY BLOGOWANIA| CZY DA SIĘ TELEFONEM ZROBIĆ FAJNE ZDJĘCIA? PORÓWNANIE ZDJĘĆ ZE ŚWIATŁEM DZIENNYM I SZTUCZNYM ORAZ ZDJĘĆ PRZED OBRÓBKĄ I PO

Jakiś czas temu wpadłam na pomysł wprowadzenia nowego rodzaju wpisów na blogu. Wpisów dotyczących podstaw blogowania. Nie uważam siebie za eksperta, natomiast myślę, że z racji stażu blogowego jestem w stanie coś ciekawego Wam podpowiedzieć. Mam nadzieję, że moje rady będą pomocne i że z nich skorzystacie :)



Wszyscy zapewne wiedzą jak ważną rolę na blogu odgrywają zdjęcia. Wiem, że nie wszystkich stać na zakup profesjonalnego sprzętu. Z tego względu postanowiłam pokazać Wam jakie zdjęcia "robi mój telefon". Pokażę Wam także jak światło potrafi wpływać na efekt końcowy, a także zobaczycie zdjęcia przed i po obróbce w programach graficznych Adobe Lightroom i Adobe Photoshop CC 2017. Wiele osób w tym momencie zarzuci mi, że łatwo jest mi obrabiać fotki skoro mam wykupiony Photoshop. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to tani program - miesięczna subskrypcja wynosi ok. 55 zł. Tymczasem wcale nie musicie startować od razu z programem z wysokiej półki. Istnieje szereg darmowych programów graficznych, w których możecie z powodzeniem zedytować Wasze zdjęcia. Szczególnie polecam Wam Gimp, z którego niejednokrotnie korzystałam. W przypadku aplikacji na telefon polecam Wam Aviary i Beauty plus (teoretycznie do selfie, ale można w nim edytować także inne zdjęcia i ma sporo ciekawych efektów).

RODZAJ ŚWIATŁA A EFEKT

Światło ma ogromne znaczenie podczas robienia zdjęć. To od niego w dużej mierze zależy efekt końcowy. Uważam wręcz, że w wielu przypadkach światło potrafi zdziałać cuda. I nawet fotki robione telefonem mogą wyjść świetne.

DWA PODSTAWOWE ŹRÓDŁA ŚWIATŁA

Pierwsze to oczywiście światło dzienne, z którego w miarę możliwości staram się korzystać najwięcej. Minus jest taki, że moje stanowisko do zdjęć jest umiejscowione od wschodniej strony, dlatego w ciągu dnia to światło nie jest już takie jak z samego rana. Tym bardziej w zimie, gdy rano jest półmrok, a ciemno robi się wyjątkowo szybko.

W przypadku tego rodzaju światła trzeba mieć na uwadze, że kąt jego padania ma ogromny wpływ na efekt końcowy. Mam tu na myśli powstawanie naturalnych cieni. Czasami są one pożądane, ale zdarza się, że psują efekt (wszystko zależy od tego jakie zdjęcie chcecie zrobić). Wtedy warto użyć narzędzia zwanego blendą, która odbija światło i pozwala zniwelować cienie. Jeśli Wasz budżet jest mniejszy możecie skorzystać z białej kartki, styropianu lub folii aluminiowej (świetnie odbijają światło). Taką blendę należy ustawić naprzeciwko do strony padania światła i znaleźć taki kąt jej nachylenia, który pozwoli złapać naturalne światło i odbije je - dzięki temu cienie zostaną zniwelowane.
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na fotografowanie podczas słonecznego dnia - tego typu światło jest ostre i potrafi przepalić zdjęcia, dlatego zwróćcie na to uwagę.


Na powyższym zdjęciu dokładnie widać ciemniejszy obszar (po lewej stronie), który powstał w wyniku padania naturalnego światła z prawej strony. Właśnie w takich sytuacjach możecie użyć blendy, która ten obszar rozjaśni. 
Jak już wspomniałam, zdjęcie zostało zrobione w świetle dziennym. Telefon, jakiego używałam, to Iphone 6. Po prawej stronie widzicie to samo zdjęcie po bardzo podstawowej przeróbce graficznej - zwiększona została jasność zdjęcia, lekko podkręcony kontrast oraz poprawiony balans kolorów, w którym wydobyłam odcienie czerwieni, różu i niebieskości. Dzięki tym zabiegom zdjęcie stało się wyraźniejsze i nabrało klimatu. Zdaję sobie sprawę, że profesjonalny retuszer byłby w stanie osiągnąć lepsze efekty, ale mnie taka obróbka zdecydowanie wystarcza :)

Drugi rodzaj światła to oświetlenie sztuczne (zwykle lampy, czyli takie, które mamy w domu oraz studyjne). To pierwsze, czyli domowe, na ogół jest najbardziej problemowym źródłem światła - przynajmniej w moim przypadku tak to wygląda. Zwykłe żarówki mają najczęściej żółtą barwę, która wymaga specjalnego przygotowania sprzętu fotograficznego (ustawienia balansu bieli dostosowanego do tego rodzaju światła lub w przypadku fotografowania w formacie RAW obróbka następuje już w programie graficznym), co często nie jest możliwe do skorygowania w telefonach na poziomie robienia zdjęcia (najczęściej poprawia się efekt już na gotowym zdjęciu, którego format nie jest przystosowany do obróbki i każda ingerencja powoduje stratę jego jakości). Jeśli jest możliwe to trzeba się z tym troszkę namęczyć, dlatego polecę Wam najprostsze rozwiązanie, które eliminuje dodatkową zabawę - korzystanie z żarówek imitujących lub zbliżonych do barwy światła dziennego, które oscyluje około 5500 K. Taką żarówkę można kupić już za ok. 30 zł, co nie jest ogromnym wydatkiem - a uwierzcie mi - bardzo ułatwi Wam to pracę, szczególnie w zimie, gdy naturalnego światła nie jest zbyt wiele. Najbardziej optymalna opcja to zestaw dwóch żarówek, ale jeśli będziecie mieć jedną to pamiętajcie o blendzie. Podczas zakupu zwróćcie tylko uwagę na gwint żarówki - musi pasować do lampy, inaczej z niej zbytnio nie skorzystacie ;)


Tym razem widzicie zdjęcie, do którego zrobienia użyłam sztucznego światła, a konkretnie zestawu oświetleniowego w postaci dwóch parasolek. W lewym górnym rogu macie dowód na to, że światło mocniej padało z lewej strony i zdjęcie zostało w tym miejscu prześwietlone. Zbyt bliskie umiejscowienie źródła światła potrafi dać takie efekty - w tym przypadku zostało to osiągnięte celowo, abym mogła łatwiej przekazać Wam o co mi chodzi :)
Zdjęcie po prawej stronie oczywiście zostało przeze mnie obrobione - użyłam dokładnie tych samych ustawień, którymi edytowałam zdjęcia ze światła dziennego.

Za pomocą lamp można cykać foty o każdej porze dnia i nocy, co jest niezwykle wygodne. Dodatkowo, istnieje możliwość decydowania o umiejscowieniu żródła światła, co także ułatwia pracę. Nie jestem w stanie podać Wam jakie ustawienia będą najlepsze dla Was - wchodzi w to szereg czynników, które mają ogromny wpływ na efekt. Mogę Wam natomiast poradzić abyście nie bali się eksperymentować - warto poświęcić trochę czasu na próbne fotki i zabawę ustawieniami. Dzięki temu odkryjecie rozmieszczenie lamp i fotografowanych obiektów najlepsze dla Was.

Myślę, że na pytanie zadane w tytule jestem w stanie odpowiedzieć - tak. Możliwe jest robienie fajnych zdjęć telefonem i nie warto poddawać się na wstępie tylko dlatego, że nie stać nas na bardzo drogie sprzęty. Telefon "też człowiek" ;)

Ciekawa jestem czy Wy robicie zdjęcia telefonami czy aparatami i jakich programów używacie do ich obróbki i z jakiego źródła światła najczęściej korzystacie i dlaczego? Może macie jakieś dodatkowe rady lub sami potrzebujecie pomocy w rozwiązaniu jakiegoś problemu? Piszcie w komentarzach, jestem tego bardzo ciekawa ;)
x

piątek, 29 grudnia 2017

NOWOŚCI KOSMETYCZNE OSTATNICH TYGODNI | ANNABELLE MINERALS, ZOEVA, INSIGHT, LILY LOLO, GOLDEN ROSE, KIKO, THE BODY SHOP, TAFT

Rzadko pokazuję Wam takie posty zbiorcze, w których możecie zobaczyć nowości kosmetyczne, które pojawiły się w moich zbiorach. Grudzień to idealny czas na wprowadzenie tego typu postów, zwłaszcza, że w tym miesiącu są moje urodziny, imieniny (a także Gwiazdka) - stąd łatwiej o zgromadzenie większej liczby produktów w jednym czasie ;)


Na widok tych cudowności oczy mi się świecą jak węgielki. Wszystkie te kosmetyki to produkty marek, które znam i lubię, więc o wpadkach nie ma mowy ;)


Najpierw powiem Wam o cudeńkach marki Annabelle Minerals, które otrzymałam w ramach współpracy z marką. W przesyłce znalazły się produkty, które szalenie mnie interesują i które sama sobie wybrałam do przetestowania. Są to:
- primer pretty neutral, czyli pudro-baza oparta na glince, która ma przedłużać trwałość makijażu oraz przeciwdziałać niedoskonałościom 
- dwa podkłady kryjące z gamy golden: golden fair i golden light


 Oprócz primera i podkładów otrzymałam także cienie mineralne:
- cinnamon - nazwa idealnie odzwierciedla kolor, to ciepły odcień brązu z delikatnym rozświetleniem (idealny cień do stosowania na dzień, jak i na wieczorne wyjścia)
- lavender -  piękny, lawendowy fiolet (świetnie podkreśli oczy zielone, brązowe i piwne, a dzięki temu, że jest on stonowany to będzie także bardzo uniwersalnym cieniem)

Dziękuję marce Annabelle Minerals za przesyłkę - już nie mogę się doczekać testów - oczywiście podzielę się z Wami moją opinią na ich temat :)


 Sezonu zimowego nie wyobrażam sobie bez brokatu oraz odważnych kolorów w makijażach oczu! Jeśli nie lubicie mocno błyszczących powiek to warto przetestować glitter w delikatniejszej formie, czyli formie kreski. Jest błyszczący, ale daje subtelny efekt - i co najważniejsze, jest łatwy w aplikacji. Jeśli szukacie taniego i świetnego brokatowego eyelinera to polecam Wam brokatowy tusz do kresek o numerze 103 marki Golden Rose. To przepiękny złoty eyeliner z pędzelkiem, który odmieni każdy makijaż i nada mu imprezowego szyku.

Dwustronna kredka marki Kiko to kredka, która zawiera dwa kolory - bordowy oraz zielony z drobinami rozświetlającymi. Jest miękka, świetnie napigmentowana i dzięki takiej formuje nadaje się do nakładania na linię wodną. Niestety pojawiła się w edycji limitowanej i nie jest już dostępna online. Natomiast, jeśli szukacie świetnej jakości kredek w innych kolrach to polecam Wam zajrzeć do sklepu Kiko.



Jeśli śledzicie mojego bloga i kanał na yt to zapewne wiecie, że uwielbiam markę Lily lolo. Kolory cieni z zestawu świątecznego cocktail hour totalnie mnie urzekły:
- bucks fizz - jasny, szampański, mocno rozświetlający cień
- mulled wine - kolor wina, niezwykle modny w ostatnim czasie
- chocolate martini - odcień czekolady zmieszany z fioletem, niezwykle ciekawy i niepowtarzalny kolor
To trio tworzy świetny zestaw, którym można wyczarować zarówno makijaże dzienne, jak i wieczorowe. 



 Zoeva w ostatnim czasie wypuszcza na świat palety, w których połączenia kolorów są genialne. Jednak największe moje zainteresowanie przykuła paleta Opulence, która jest idealną paletą uzupełniającą (brak czerwi może wielu osobom przeszkadzać). Posiada dwa cienie matowe, reszta to cienie błyszczące. Moje serce szczególnie zabiło na widok tej pięknej czerwieni i granatu. Pigmentacja cieni w palecie jest powalająca i można stworzyć nimi mnóstwo ciekawych makijaży.


Produkty dodające objętości to towar wyjątkowo pożądany u osób, które mają przetłuszczającą się skórę głowy. Bez takich kosmetyków szybki przyklap jest murowany. Mam tego typu puder marki Batiste, natomiast ten - według mnie - jest lepszy. Ma drobniej zmielone cząsteczki, które nie dają aż tak tępego wykończenia, przez co jest łatwiejszy w aplikacji. Na pewno dam Wam znać jak sprawdza się na dłuższą metę.


Serię bananową marki The body shop znam od dawna - w końcu kiedyś pracowałam w sklepie tej marki. Są to produkty świetnej jakości, które mają ciekawy skład, a ich jakość i wydajność rekompensuje większy wydatek. Jeśli jesteście zainteresowani to zawsze może upolować te kosmetyki w promocji.


Czas na ostatni produkt na mojej liście - Insight liquid crystals. To nic innego jak serum zabezpieczające końcówki i wygładzające włosy. Zostało oparte na silikonach oraz olejach. To połączenie świetnie wygładza włosy, jednocześnie ich nie przetłuszczając. Markę Insight znam i bardzo lubię - aktualnie używam szamponu i odżywki tej marki i bardzo je polecam.


Uff... Dotrwaliście do końca? Mam nadzieję, że tak :)
Ciekawa jestem czy macie i lubicie już któryś z tych produktów, które Wam pokazałam - dajcie znać w komentarzach :)




Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka