orchidea magia piekna

wtorek, 17 października 2017

MAKIJAŻ NA HALLOWEEN

W makijażu halloweenowym wszystkie chwyty dozwolone! Zainspirowałam się facechartem od Milk1422 (nazwa profilu na instagramie) ;)


Lista kosmetyków:
Podkład - bb cream brightening balm od Dr.G Polska
Korektor age instant rewind (także w roli bazy pod cienie) od Maybelline New York Polska
Sticki do konturowania 23 i 53 od Golden Rose Polska
Puder setting powder translucent od Laura Mercier Laura Mercier Cosmetics Douglas Polska
Pomada do brwi od Wibo Kosmetyki
Zestaw bronzerów od KOBO Professional Daniel Sobieśniewski
Zestaw rozświetlaczy od KOBO Professional Daniel Sobieśniewski
Pigment 118, cielisty cień, ozdoba brokatowa do ciała i cienie z serii what a spice od Inglot
Czerwony cień z palety rodeo belle od ZOEVA
Czarny cień z palety Naked2 od Urban Decay Cosmetics SEPHORA
Eyeliner w pisaku od Eveline Cosmetics
Eyeliner w żelu od Maybelline New York Polska
Kępki rzęs koreańskie
Klej do rzęs Ardell Beauty
Rzesy 141 exxagereate Eylure
Pomadka w płynie 09 Golden Rose Polska

wtorek, 3 października 2017

NOWOŚCI MINERALNE W MOJEJ KOSMETYCZCE - DUO DO POLICZKÓW, BAZA POD CIENIE, DUO DO BRWI, UTRWALACZ MAKIJAŻU, POMADKA LILY LOLO

Kosmetyki mineralne wielu osobom kojarzą się wyłącznie z nudą, brakiem nowości, trudnością aplikacji i nieciekawymi opakowaniami. Tymczasem świat kosmetyków mineralnych jest ogromny i powstaje wiele świetnych produktów, które są ciekawe, świetnie się rozprowadzają, dają cudowne efekty, pozytywnie wpływają na skórę i mają przepiękne opakowania. Marka Lily lolo nie przestaje mnie zaskakiwać!


Jakiś czas temu otrzymałam do przetestowania kosmetyki, które szczególnie mnie zaciekawiły. Oto cudeńka, które pojawiły się w moich zasobach (i już mogę Wam zdradzić, że dołączyły do mojej jesiennej kosmetyczki).


Lily lolo makeup mist
Mgiełka o naturalnym składzie, która działa pielęgnująco, przedłuża trwałość makijażu mineralnego i zbiera efekt pudrowości. Wiele firm wprowadziło do swojej oferty tego typu utrwalacze i fixery. Niestety jest szerokie grono osób, które nie mogą codziennie sięgać po produkty wypełnione alkoholem i innymi niezbyt przyjemnymi substancjami zawartymi w takich preparatach. Mgiełka Lily lolo to idealne rozwiązanie dla takich osób. Dodatkowo, jeśli macie problemy z przesuszaniem się skóry przy użyciu minerałów, to polecam ją Wam serdecznie. Sprawi, że Wasz makijaż będzie wyglądał świeżo i promiennie przez cały dzień.


Lily lolo cheek duo Coralista
Gdy zobaczyłam ten zestaw na żywo, po otwarciu paczki, oczy wyleciały mi z orbit! Róż to piękny odcień koralu, który jest idealnie wyważony - nie za różowy i nie za pomarańczowy. Na policzkach wygląda przepięknie. Ożywia i dodaje zdrowych rumieńców. Będzie idealnie współgrał z osobami o różnych typach kolorystycznych, ale osoby o ciepłych tonacjach polubią go najbardziej.
Rozświetlacz zaskoczył mnie jeszcze bardziej, niż róż. Zdetronizował nawet mój ukochany rozświetlacz z My secret (princess dream)! Jest delikatniejszy, mocniej zmielony i nie posiada żadnych drobinek, ale uwierzcie mi - ma moc. Można nim uzyskać efekt od delikatnego rozświetlenia aż do mocnej tafli. Wiem, że zabrzmi to śmiesznie, ale jest ciepło-chłodny. Posiada bardzo uniwersalny odcień i wiele osób go pokocha - tak jak ja :)



Lily lolo eye primer
Przyznam, że tego produktu obawiałam się najbardziej. Moje powieki są ekstremalnie tłuste i wiele produktów nie daje rady i kompletnie nie przedłuża trwałości makijażu oczu. Nie jest to produkt, który utrzyma makijaż w nienaruszonym stanie tak, jak kosmetyki charakteryzatorskie, ale zakoczył mnie. Na moich ekstremalnie tłustych powiekach bez konieczności poprawki wytrzymuje około 6 godzin. Gdy odpowiednio przygotuję powiekę (oto mój sposób - klik) to trzyma się pięknie cały dzień i nie wymaga żadnych poprawek.
Testowałam tę bazę z cieniami z palety Lily lolo Pedal to the metal oraz cieniami innych marek - z wszystkimi świetnie współpracuje.
Bardzo spodobało mi się podzielenie bazy na dwie części i stworzenie dwóch różnych opcji kolorystycznych. Obie świetnie się sprawdzają do wyrównywania kolorytu powieki, ale wersja żółta przypadnie do gustu osobom posiadającym problemy z zasinieniami wokół oczu. Żółty pigment świetnie ten kolor wyrównuje. Dzięki temu w jednym kosmetyku mamy zamknięty produkt o bardzo uniwersalnym działaniu.


Lily lolo eyebrow duo Medium
Duo do brwi jest świetnym rozwiązaniem dla wielu osób. Produkt ten polubią osoby, które potrzebują dorysować kilka włosków i wypełnić brwi, ale też osoby o dużych brakach. Pigmentacja cienia jest fenomenalna, a wosk świetnie utrwala i układa włoski. Zapewne już wiecie, że moje brwi nie należą do najbujniejszych i muszę je poprawiać przez ich dorysowywanie od nowa - codziennie. Stąd posiadam duże doświadczenie w wyszukiwaniu fajnych produktów do brwi. Ten sprawdza się świetnie, ale jego odcień mógłby być chłodniejszy. U mnie jest delikatnie za jasny, natomiast dla osób o chłodnej urodzie, może być zbyt ciepły - wtedy lepiej sięgnąć po ciemniejszy odcień i wyczesać nadmiar produktu.


Lily lolo lipstick Scarlet red
Ten odcień czerwieni zdobył moje serce od samego początku. Posiadam już pomadkę nude, w odcieniu nude allure i sprawdza się u mnie genialnie. Z tego względu postanowiłam przetestować jakieś konkretniejszy kolor i oczywiście musiałam wybrać tę pomadkę. To odcień malinowej czerwieni. Ciepłej, intensywnej, ale nie rażącej.
Formuła pomadki jest taka sama, jak w przypadku odcienia nude allure - na początku jest bardziej błyszcząca, z czasem staje się satynowa. Jak na naturalną pomadkę, bez właściwości zastygających, trzyma się świetnie.
Jest fantastyczna. Potrafi odmienić każdy, nawet najprostszy makijaż i sprawia, że staje się on niepowtarzalny.



A Wy, lubicie kosmetyki mineralne? Które z nich szczególnie przykuły Waszą uwagę? ;)

niedziela, 24 września 2017

POMADKI IDEALNE NA JESIEŃ - MAC, LILY LOLO, NYX

Oficjalnie rozpoczęła się jesień. A wraz z nią przyszedł czas na ciemniejsze makijaże. Bardzo często wtedy sięgamy po zgaszone odcienie nude, różu, intensywniejsze fiolety czy ciemne czerwienie. Dziś pokażę Wam moje ulubione kolory pomadek, które idealnie sprawdzą się jesienią.


Wybrałam szminki o różnym wykończeniu po to, aby każda z Was znalazła coś dla siebie ;)


Nyx soft matte lip cream w odcieniu Abu Dhabi
To pomadka o matowo-satynowym wykończeniu. Ma ciekawą konsystencję musu. Nie zastyga na amen i nie jest trwała. Natomiast polubią ją osoby, które mają problem z przesuszającymi się ustami. Nie wysusza. Bardzo łatwo się ją aplikuje. W ciągu dnia się zjada, ale równomiernie. Dodatkowo, bez problemu można dołożyć ją w startych miejscach. Kolor, który posiadam, Abu Dhabi, to ciepły odcień nude, nadający się na każdą okazję i w każdej sytuacji.

Lily lolo naturalna szminka w odcieniu Nude allure
To mój nr 1 ostatnich miesięcy. W końcu odnalazłam naturalną pomadkę w idealnym, ciepłym odcieniu nude. Jest troszkę ciemniejsza, niż Nyx Abu Dhabi. 
Tak, jak już napisałam w jednym z ostatnich wpisów, to szminka o ciekawym wykończeniu - na początku daje lekko błyszczący efekt, potem staje się bardziej satynowa. Według mnie jest trwalsza, niż pomadka z Nyx. Nie wysusza ust, a wręcz działa pielęgnująco. Kolor świetny na każdą okazję.

Lily lolo naturalna szminka w odcieniu Scarlet red
Ma takie same właściwości jak pomadka opisana wyżej. To odcień czerwieni, ale nie oczywistej, bo malinowej. Podczas nakładania, jak to z intensywniejszymi kolorami bywa, trzeba zwrócić uwagę na równomierne rozprowadzenie produktu. Mimo to, aplikuje się ją niezwykle przyjemnie. Z łatwością sunie po ustach, co nie zawsze bywa takie proste w przypadku innych pomadek (o czym przekonacie się w dalszej części wpisu). Jej kolor polubią szczególnie osoby szukające nieoczywistych, ciekawych kolorów, które potrafią odmienić cały makijaż w ciągu sekundy.

Mac lipstick retro matte w odcieniu Ruby woo
To pomadka w ciepłym odcieniu czerwieni (na chciej-liście mam jeszcze Russian red, która jest chłodniejsza). Wykończenie retro matte to wykończenie, które jest w 100% matowe. Szminki o tym wykończeniu ciężko się aplikuje. Są suche i tępe, więc mogą przysporzyć problemów osobom, które nie mają wprawy w nakładaniu tego typu produktów. Potrafi mocno usta przesuszać, więc nie nadaje się dla osób z problemem z natury suchych ust.
Jej trwałość natomiast wynagradza ciężkie nakładanie. To jedna z najtrwalszych pomadek, jakie mam w moich zasobach. Jest opcją idealną na większe wyjścia.

Mac lipstick lustre w odcieniu Plumful
To różowo-śliwkowy kolor, bardzo unikatowy. Formuła lustre daje taki błyszczykowaty efekt. Po starciu się błyszczącej warstwy, zostaje smuga koloru o wykończeniu satynowym. Jest bardzo przyjemna w aplikacji i nie wysusza ust. Jest zdecydowanie mniej trwała, niż Ruby woo, ale od takiej formuły nie można oczekiwać przesadnej trwałości. To świetny, uniwersalny kolor, który bardzo trudno podrobić - nie znalazłam jej idealnego zamiennika.

Mac lipstick matte w odcieniu Heroine
Wykończenie tej pomadki to matte, które jest trochę mniej suche, niż w przypadku retro matte. Również nieco łatwiej się ją aplikuje. Jest troszkę mniej trwała, niż Ruby woo, lecz różnica jest subtelna.
Oczadziałam na punkcie tego koloru. To najbardziej odjechana propozycja w tym zestawieniu. To intensywny fiolet, który jest niezwykle zobowiązujący, ale wygląda świetnie, gdy nie traktujemy go tak zupełnie serio ;)


To są moje ulubione pomadki, które mam i będę mieć w swojej torebce codziennie.
Zmiana koloru pomadki to zmiana całego makijażu. Dzięki nim z łatwością możemy przemienić makijaż dzienny w wieczorowy - dlatego tak bardzo doceniam ich moc. A potrafią zdziałać cuda ;)

wtorek, 19 września 2017

MIGAWKI OSTATNIEGO MIESIĄCA


1. Strobe cream, czyli kremo-baza z Mac (cudo!). 2. Fuks - nowy członek rodziny (czyż nie jest słodki?) 3. Moje jakże już jesienne paznokcie - Semilac 083 burgundy wine. 4. Odjechany makijaż z live'a na Instagramie (wpadajcie na moje insta: orchideamagiapiekna!).


1. Setting powder marki Laura mercier (cudo! Na kanale yt jest test i porównanie z pudrem anti0shine marki Kryolan). 2. Blue day, czyli niebieski górą. 3. Ukochane trampki. 4. Cudowny deser w warszawskim Omami - matcha pudding (pycha! Polecam szczególnie, gdy lubicie zieloną herbatę i wolicie niezbyt słodkie desery).

piątek, 15 września 2017

MAKIJAŻ MINERALNY - SMOKY EYES NA KAŻDĄ OKAZJĘ

Ostatnio pokazywałam Wam sporo produktów mineralnych. Postanowiłam więc pokazać Wam jak bardzo uniwersalne są te kosmetyki. Sprawdzają się świetnie do wykonywania makijaży dziennych, jak i wieczorowych. Tym razem mam dla Was propozycję makijażu idealnego na każdą okazję. Tego typu makijaż nosić cały dzień - bez obaw, że szef Was wyrzuci z pracy ;)



Takie delikatne smoky to świetna propozycja dla każdej z nas. Dzięki zastosowaniu neutralnych kolorów cieni, nie musimy obawiać się o przerysowany efekt.
Cały makijaż (oprócz brwi, które podkreśliłam - przepraszam, narysowałam - pomadą z Wibo) został wykonany kosmetykami marki Lily lolo. 
Do wykonania tego makijażu użyłam podkładu w odcieniu warm peach, pudru flawless matte (także w roli bazy pod podkład), korektora w kolorze barely beige oraz bronzera honolulu (na temat którego robiłam osobny wpis na blogu, na który Was zapraszam). Zamiast rozświetlacza nałożyłam na kości jarzmowe cień gold medal z paletki cieni pedal to the metal



Makijaż oka jest niezwykle prosty. Wykonałam go za pomocą palety cieni pedal to the metal.
Jak go zatem wykonać? Już Wam mówię :)

Na całą powiekę, aż pod łuk brwiowy nałożyłam beżowy cień hook up. Oko wykonturowałam jasno-brązowym cieniem pole position (jest niezwykle podobny do cienia tease z palety Naked 2 marki Urban decay, który uwielbiam używać do budowania podstawy prawie każdego makijażu - bardzo cieszę się, że mam wreszcie naturalny zamiennik cienia z UD!) lekko wykraczając ponad załamanie powieki - to świetnie powiększa oko, szczególnie gdy mamy opadającą powiekę. Następnie tym samym cieniem pokryłam ruchomą powiekę oraz nałożyłam go na dolnej powiece. 
Aby nadać makijażowi głębi, zewnętrzny kącik podkreśliłam ciemno-brązowym cieniem pole position. Górną linię rzęs i zewnętrzny kącik przyciemniłam czarnym cieniem black zinc.

Nie chciałam makijażu oczu utrzymywać w samych matach, dlatego postanowiłam przemycić troszkę blasku i od środka powieki do wewnętrznego kącika zaaplikowałam błyszczący stalowo-brązowy cień fulled oraz na sam środek powieki srebrny silver bullet.
Rzęs nie malowałam, gdyż miałam doczepione rzęsy (metoda 2-3D).



Do takiego makijażu twarzy i oczu pasuje tak naprawdę każdy kolor pomadki, ale ja najczęściej sięgam po nudziaki. Nie bez powodu robią taką furorę - pasuję zawsze i wszędzie. 
Na usta zaaplikowałam pomadkę w ciepłym odcieniu nude o nazwie nude allure. To piękny kolor, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia :)
To pomadka o ciekawym wykończeniu - na początku daje lekko błyszczący efekt, potem staje się bardziej satynowa. Zaskoczyła mnie trwałością oraz brakiem wysuszania ust, co często zdarza mi się nawet gdy używam teoretycznie nawilżające pomadki. 

Bardzo cieszę się, że istnieją produkty, dzięki którym można połączyć miłość do makijażu z jednoczesnym działaniem pielęgnacyjnym! Nie wyobrażam sobie bez nich mojego codziennego makijażu :)



sobota, 19 sierpnia 2017

MATOWE POMADKI W PŁYNIE GOLDEN ROSE - CZ. I

Pomadki marki Golden Rose robią furorę. Nic dziwnego! Longstay liquid matte lipstick to także jedne z moich ulubionych pomadek, na których punkcie dosłownie oszalałam. I... ciągle kupuję nowe kolory! 




Matowe wykończenie szminek totalnie zawładnęło moim sercem. Błyszczyki zdecydowanie poszły w odstawkę. Matowe pomadki Golden Rose lubię za to, że są świetnie napigmentowane, trwałe i przystępne cenowo (na promocji można je kupić nawet za 15 zł). 
Plusem opakowania jest bardzo precyzyjny aplikator, dzięki któremu można idealnie wyrysować usta, bez konieczności sięgania po dodatkowe narzędzia.
To jedne z tych matowych szminek, które nie dają nadmiernego uczucia ściągnięcia i nie wysuszają ust na wiór. 




W tym wpisie pokażę Wam pierwszą część pomadek z tej serii, które posiadam. 




Longstay liquid matte lipstick 10
Jeden z moich faworytów. To odcień szarości z fioletowymi podtonami. Jest wręcz trupi. Wiele osób go nie lubi, ale zgrany z żywszym makijażem oczu potrafi zrobić furorę

Longstay liquid matte lipstick 13
Ciepły, jasny nudziak. Bardzo uniwersalny

Longstay liquid matte lipstick 17
Ciepły nudziak, dużo ciemniejszy, niż 13. Ma o wiele więcej brzoskwiniowych tonów

Longstay liquid matte lipstick 03
Chłodny, zgaszony róż, ale nietypowy, bo posiadający jagodowe tony. Świetny, unikalny kolor, który robi furorę na weselach i ślubach (wiele osób kupiło tę pomadkę po jej przetestowaniu)



Longstay liquid matte lipstick 05 
Ciemny, głęboki odcień różu, z dodatkiem śliwki. Ten kolor posiada lekkie drobinki, które nie rzucają się w oczy

Longstay liquid matte lipstick 12
Ciepły, ciemny brąz. Z dodatkiem rudości. Posiada widoczne, złote drobinki

Longstay liquid matte lipstick 18 
Klasyczna czerwień, z lekką przewagą ciepłych tonów. Bardzo uniwersalny kolor



Zgodnie z tym, co napisałam wyżej, nie są to jedyne moje pomadki z tej serii. Na pewno wrócę do Was z kolejnym wpisem, w którym pokażę Wam resztę moich perełek :)

A Wy, lubicie te pomadki? Dajcie znać w komentarzach które kolory są Waszymi ulubionymi :)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka