orchidea magia piekna: sierpnia 2014

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

ROZDANIE KOSMETYCZNE U ORCHIDEAMAGIAPIEKNA


Zapraszamy do udziału w pierwszym - ale nie ostatnim - rozdaniu na naszym blogu!

Do wygrania są następujące produkty:
1. Suchy szampon Batiste w wersji Tropical
2. Żel pod prysznic The Body shop o zapachu papaji
3. Odżywcza maska-peeling regenerująca Tołpa, seria botanic czarna róża
+ próbki różnych produktów











REGULAMIN ROZDANIA: 
1. Wyłącznym organizatorem rozdania jest Orchideamagiapiekna (orchideamagiapiekna.blogspot.com i https://pl-pl.facebook.com/orchideamagiapiekna). Rozdanie jest połączone i dla osób z Bloggera i Facebook'a.
2. Czas trwania rozdania 25.08.2014 - 01.09.2014 do końca dnia.
3. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu w ciągu 7 dni od zakończenia rozdania
4. W rozdaniu mogą brać udział osoby pełnoletnie lub posiadające zgodę rodzica
5. W rozdaniu mogą brać udział wyłącznie osoby będące publicznymi obserwatorami naszego bloga - http://orchideamagiapiekna.blogspot.com lub naszego fanpage'a: https://pl-pl.facebook.com/orchideamagiapiekna.
6. Każdy Zgłaszający jest obowiązany do podania adresu mailowego do kontaktu.
7. Wysyłka nagród następuje tylko na terenie Polski. Koszt przesyłki pokrywa organizator. Wysyłka następuje za pośrednictwem Poczty Polskiej, w przeciągu 5 dni roboczych od dnia otrzymania danych od Zwycięzcy rozdania. Na dane od Zwycięzcy czekamy 3 dni robocze od dnia ogłoszenia wyników rozdania. W przypadku braku podania danych, następuje druga tura losowania w trybie przyspieszonym.
6.  Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami).
7. Uczestnictwo w rozdaniu jest jednoznaczne z zostawieniem komentarza pod tym postem, zgodnie z podanym poniżej wzorem zgłoszenia.
8. Organizator zastrzega sobie prawo do zmian w regulaminie.

WZÓR ZGŁOSZENIA:

1. Obserwuję jako: (obowiązkowe)
2. Adres e -mail: (obowiązkowe)
3. Lubię na Facebook'u jako: TAK/NIE (imię i pierwsza litera nazwiska - obowiązkowe w przypadku osób, które zgłaszają się tylko na Facebook'u)
4. Udostępnienie na Facebook'u: TAK/NIE (dodatkowy los)
5. Baner lub link do rozdania umieszczony na blogu (dodatkowy los)

BANER:















Link baner:
"http://3.bp.blogspot.com/-I7jrdEBFYXE/U_uQTKU87TI/AAAAAAAAAps/HUSKzdVOIT8/s1600/ROZDANIE1BANER.jpg".

Życzymy powodzenia!

czwartek, 21 sierpnia 2014

MOJE ULUBIONE PEDZLE DO MAKIJAZU

Jakiś czas temu, na facebook'u - Klik, wrzuciłam zajawkę, w której obiecałam Wam post z moimi ulubionymi pędzlami do makijażu - i oto spełniam obietnicę :)




































Pędzle, aby łatwiej było czytać, pogrupowałam według kategorii:

- Hakuro H76 -  wykonany został z tlenionego włosia kozy, forma malutkiej kulki/jajeczka. Służy do podkreślenia dolnej powieki i aplikacji cieni w załamaniu lub wewnętrznym kąciku. Fajnie też się sprawdzi do nakładania cieni na powiece dolnej. Jest bardzo malutki i precyzyjny, niezbędny, gdy zależy nam na bardzo dokładnej pracy.
- Hakuro H80 - wykonany został z włosia kozy, forma kulki/jajeczka. Służy do aplikacji cieni w załamaniu lub wewnętrznym kąciku oraz do precyzyjnego rozcierania cieni. Jest większy od H76, ale też można nim pracować z precyzją.
- Hakuro H74 - wykonany został z tlenionego włosia kozy, forma kulki/jajeczka. To typowy pędzel do blendowania, czyli rozcierania cieni. Jest znacznie większy od H76 i H80.
- Inglot 9S - wykonany został z włosia sobola, forma języczkowa. To podstawowy pędzel do nakładania cieni na powiekę górną lub dolną.
- Mario Luigi - wybaczcie, ale nie mam pojęcia jaką nazwę nosi ten pędzelek, gdyż kupowałam go w jednym z pierwszych zestawów pędzli, jakie miałam. Część pędzli z tego zestawu jest do bani, ale generalnie te do oczu/ust są całkiem ok, a ten do eyelinera jest świetny. Bardzo precyzyjny, łatwo maluje się nim kreski. Jest lepszy od pędzli do eyelinera z Inglota, ale jeśli miałabym postawić na coś łatwiej dostępnego, to polecam Wam pędzel 30 T - wykonany z syntetycznego taklonu - z Inglota.
- Inglot 17 TL - wykonany został z mieszanki syntetycznego taklonu i włosia wołu, forma skośna. Przeznaczony do cieni do powiek, wosku do brwi, ale sprawdzi się również jako pędzelek do eyelinera (aczkolwiek do eyelinerów w żelu polecam jego syntetycznego brata).




















- Sephora 45 - wykonany został z mieszanki syntetycznego włosia, forma zbita-kabuki. Przeznaczony do nakładania podkładu mineralnego, ale genialnie sprawdza się też do nakładania podkładu płynnego i bronzera. To był mój pierwszy tego typu pędzel i mimo, że mam już kilka lat, to nie zmienił swoich właściwości. Jest świetny. Niestety przeszukałam stronę sephory i nie znalazłam go. Mam nadzieję, że nie został wycofany :/ Może Wy wiecie coś na ten temat?
- Hakuro H54 - wykonany został z mieszanki syntetycznego włosia tricolorowego z dominującym kolorem kremowym, forma zbita-kabuki. Przeznaczony do nakładania podkładu mineralnego, płynnego, kremowego, sprawdzi się też do nakładania różu czy bronzera.
Dwa powyższe pędzle, przed użyciem, warto delikatnie zwilżyć lub wcześniej użyć ich do nałożenia bazy pod makijaż - dzięki temu trikowi pędzle nie wchłoną dużo podkładu.
- Real Techniques Foundation brush - wykonany z dwuwarstwowego syntetycznego włosia typu taklon, forma języczkowa. Przeznaczony do nakładania podkładu, ale sprawdzi się też do nakładania korektora nawet w sposób punktowy. Przyznam, że na początku pędzel ten nie zrobił na mnie wrażenia, ale po jakimś czasie odkryłam, w jaki sposób go używać. Najlepiej trzymać go prostopadle do twarzy i rozprowadzać podkład według wymyślonych poziomych linii. W ten sposób nie zrobi nam smug i bardzo fajnie rozprowadzi podkład.





















- Hakuro H15 - wykonany został z mieszanki syntetycznego włosia dwukolorowego (w kolorze brunatno - popielatym), forma większego jajeczka. Przeznaczony jest do konturowania twarzy. W tej roli spisuje się idealnie - nie jest ani za duży ani zbyt mały, dzięki temu można precyzyjnie nałożyć produkt bez obaw o powstawanie plam.
- Hakuro H22 - wykonany został z mieszanki syntetycznego włosia dwukolorowego (w kolorze brunatno - popielatym), forma mniejszego jajeczka. Przeznaczony jest do aplikacji korektora, pudru w okolicach oczu, a także do nakładania rozświetlacza na szczyty kości policzkowych. Jest precyzyjny, więc w tych mniejszych okolicach spisuje się świetnie.
- Hakuro H13 - wykonany został z włosia kozy, forma większego jajeczka. Przeznaczony do precyzyjnego nakładania pudru i rozprowadzania bronzera, różu, rozświetlacza, a także do konturowania twarzy. Fajny, uniwersalny pędzel.
- Zoeva 142/concealer buffer - wykonany został z syntetycznego włosia taklon, forma małego zbitego kabuki. Przeznaczony do nakładania korektora oraz rozświetlacza w okolicach oczu. Bardzo precyzyjny, a dzięki zbitej formie idealnie rozprowadza produkt. Jest to tak dobry pędzel, że na pewno skuszę się na kolejne akcesoria tej marki.

Jakiś czas temu, dostałam od męża świetny prezent - stojak do suszenia pędzli. Jeśli jeszcze nie widzieliście tego postu to zapraszam - Klik.
To by było na tyle, ale jeśli macie jakieś pytania - piszcie - chętnie odpowiem ;)


wtorek, 19 sierpnia 2014

MAKIJAZ DZIENNY - RUDOSCI I ROZOWE USTA

Witam po krótkiej przerwie. Dziś czas na kolejny makijaż, tym razem typowy dzienny. Cienie w odcieniach rudości i brązu, czarna kreska i usta w odcieniu różu.






































Lista kosmetyków:
podkład - Revlon Colorstay
korektor - Loreal
Puder sypki - Manhattan
Róż/bronzer - MAC mineralize skinfinish w odcieniu Warm soul
Eyeliner - Wibo
Paleta cieni - Urban decay Naked 2
Tusz do rzęs - Maybelline
Pomadko-błyszczyk - Inglot

czwartek, 7 sierpnia 2014

MOJA PIELEGNACJA WLOSOW - KROK PO KROKU + LISTA PRODUKTOW

Tak, jak obiecałam niedawno, dzisiejszy post poświęcę pielęgnacji moich włosów. Stwierdziłam, że opiszę schemat swoich poczynań, który postaram się przedstawić w formie - krok po kroku.

Schemat w skrócie:
1. olejowanie
2. mycie
3. nałożenie odżywki/balsamu/maski
4. suszenie
5. wcierki
6. zabezpieczanie końcówek
7. suszenie/stylizacja


A teraz rozwinę te wszystkie punkty. Postaram się to zrobić najkrócej jak potrafię, ale uprzedzam - post może nie być krótki.

1. Olejowanie:
to jeden z najgenialniejszych zabiegów, jakie możemy podarować swoim włosom. Olej nakładam zawsze przed myciem na całe - lub 3/4 włosów (w zależności od rodzaju oleju - niektóre można nakładać na skalp). Aplikuję go zawsze na 1-2 h przed myciem. Kiedyś niepotrzebnie nakładałam olej na całą noc - nie zmienia to jego działania, a musiałam kombinować - jak nie wybrudzić pościeli. Teraz już nie mam tego problemu :)
Po upływie tego czasu myję czuprynę łagodnym szamponem, który je oczyści, ale nie zniweluje działania oleju - szampony z SLS są zbyt mocne do zmywania oleju.

Jaki wpływ na włosy mają oleje?
Świetnie wygładzają, nadają blask, ograniczają puszenie. Sprawiają, że włosy stają się elastyczniejsze. Niektóre oleje dodatkowo mogą mieć inne funkcje (oprócz w/w), np. chronią przed wypadaniem, przyspieszają porost itp.

Jaki olej najlepiej się u nas sprawdzi?
Podstawowa i najlepsza metoda to testowanie i obserwowanie rezultatów. Istnieją pewne wytyczne, które mogą pomóc nam w wyborze. Ale najpierw muszę zacząć od poinformowania Was, że są 3 podstawowe rodzaje włosów:

- niskoporowate - gładkie, śliskie, odporne na stylizację i uszkodzenia
- wysokoporowate - rozchylone łuski, bardzo często zniszczone, podatne na uszkodzenia, bardzo często puszące się
- średnioporowate - mieszanka tych dwóch rodzajów
I tu dorzucę ważną uwagę. Jeśli urodziliśmy się z danym rodzajem włosów, nie jest to równoznaczne z posiadaniem właśnie takiego rodzaju przez całe życie. Włosy, które naturalnie były średnioporowate, mogą przejść w wysokoporowate na skutek niewłaściwej pielęgnacji, a przede wszystkim farbowania chemicznego i stylizacji termicznej.
Każdy z trzech rodzajów włosów ma inne potrzeby i dany rodzaj oleju będzie się różnie sprawdzał. W internecie włosomaniaczki stworzyły specjalne listy z rodzajem włosa a olejem, jaki powinien się lepiej sprawdzić. Chociaż zdarzają się wyjątki od reguły - dlatego powiedziałam Wam, że najlepsza metoda to testowanie. Mimo to wpiszcie sobie w google hasło - Wasz rodzaj włosów + olej i wyskoczą Wam artykuły na ten temat. A jeśli dalej macie problem z oszacowaniem Waszej porowatości to zróbcie to samo tylko wpiszcie porowatość włosów i też na pewno znajdziecie obszerniejsze posty o tym zagadnieniu. A najlepiej jeśli uda Wam się dorwać do jakiegoś mikroskopu - on nie kłamie i łatwo zobaczycie do której kategorii przynależycie.
Jaką moje włosy mają porowatość i jakie oleje najbardziej lubię?
Moje włosy - tak przypuszczam; nie badałam ich pod mikroskopem - mają porowatość średnią do wysokiej. Mimo to, jednym z moich ulubieńców jest olej kokosowy, który teoretycznie polecany jest dla niskoporowatych. Drugim ulubieńcem jest mieszanka olejków Babydream fur mama (dostępna w Rossmannach). Godna polecenia jest też mieszanka olejków Alterry do ciała. Ale moim nr 1 jest olej z pestek winogron - taki do jedzenia - tani, łatwo dostępny - czego chcieć więcej? :)

2. Mycie:
Parę lat temu moje kłaki myłam codziennie z powodu ich szybszego przetłuszczania się. Tak naprawdę nie zdawałam sobie sprawy, że koło się zamykało - codzienne mycie + agresywny szampon oczyszczający = momba wysuszająca, co może nawet doprowadzić do łupieżu. Często wtedy sięgamy po szampony przeciwłupieżowe, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że sami sobie robimy krzywdę. Moja skóra broniła się sama, nadrabiając straty w postaci wzmożonego przetłuszczania. Wtedy postanowiłam zmienić częstotliwość ich mycia i zmienić szampon na łagodniejszy. Początkowo był to szampon Alterra (wszystkie rodzaje, ale szczególnie polubiłam wersję z papają i bambusem - teraz używam je rzadziej, tylko do mocniejszego oczyszczania, gdyż zawierają one łagodniejszą wersję SLS - a co to jest, wyjaśnię dalej w tekście), a teraz jest to jeszcze lepszy szampon - dla dzieci Babydream (dostępny w Rossmannie).
Teraz nie czuję potrzeby codziennego mycia skalpu. Robię to co 2-3 dni nawet w upały (ale fakt - wtedy też rzadziej noszę włosy rozpuszczone). Bardzo lubię też szampon John Masters Organics (recenzja klik), ale jest on o wiele droższy i nie zawsze mogę sobie na niego pozwolić. Te produkty lubię tak bardzo ze względu na fakt, że nie zawierają ani SLS ani ich pochodnych ani silikonów. SLS-y to detergenty, spieniacze, które bardzo często odpowiadają za wysuszanie i swędzenie skalpu. Jeśli macie taki problem - zmieńcie szampon na łagodny. Dodatkowym plusem delikatnych szamponów jest funkcja idealnego zmywania olejów, ale bez likwidacji ich działania.

Wiem, że na początku, po zmianie środka myjącego, Wasze włosy mogą być bardziej plątliwe (wykluczenie silikonów), ale z czasem powinno się to zmienić. Zresztą, dużą rolę odgrywa tutaj odżywka/balsam/maska, którą należy używać po każdym myciu.
Jak myję swoje włosy?
Szampon nakładam jedynie na skalp - jedną część na wierzch głowy, drugą od strony karku (mam długie włosy, więc łatwiej jest mi rozprowadzić produkt w ten sposób) po to, aby były dobrze oczyszczone. Nigdy nie nakładam kosmetyku na końce. Szampon pod wpływem ruchów dłonią ładnie rozprowadza się na całej długości włosów, a najmniejsza jego ilość dociera na końce. W tym miejscu nie potrzebujemy mocnego oczyszczania, gdyż końcówki na ogół są bardziej suche, niż podstawy. Czynność powtarzam.

3. nałożenie odżywki/balsamu/maski:
Odżywki:
nakładam je zawsze po myciu, na mokre, odsączone włosy.
Moimi ulubionymi produktami w tej kategorii są: odżywka John Masters Organics (recenzja - klik), odżywka Isana niebieska (dostępna w Rossmannie), balsam na propolisie Babuszki Agafii (dostępna w drogerii Jasmin). Wszystkie z tych kosmetyków łączy jedna cecha - nie mają silikonów w składzie, ale zapełnione są składnikami aktywnym, które działają, a nie tylko polepszają ich stan wizualnie. Dobrymi odżywkami, które testowałam, są także: Alterra z granatem (dostępna w Rossmannie), Garnier z masłem shea, Nivea long repair czy ajurwedyjska Orientany.
Aby poznać swoje ulubione, trzeba po prostu testować je przez dłuższy czas i obserwować jej wpływ na stan włosów. Innej metody na razie nie znalazłam.


Maski:
nakładam je raz na jakiś czas, czasem częściej - w zależności od potrzeb. Moje ulubione maski to: Farmavit z lnem, Pilomax henna treatment wax (niektórzy bardziej polubią Biovax), Kallos waniliowa (ale czaję się też ta tę podstawową wersję - Kallos crema al latte).
Maskę trzymam na włosach ok 10-20 minut, a wax zawsze nadłużej.


Potem zmywam produkt i ostatni raz płuczę włosy chłodną wodą aby domknąć łuski. Następnie delikatnie ściskam je aby zdjąć z nich nadmiar wody i zawijam w ręcznik. Chodzę z nim kilka minut, aby ręcznik zebrał jeszcze dodatkową wodę.
Po upływie w/w czasu ściągam ręcznik i połowę włosów spryskuję (tylko w rozsądnej ilości) odżywką w sprayu - Gliss Kur (moja ulubiona wersja to żółta, gdyż ma silikony, ale dodatkowo zawiera sporo olejków, co daje nam środek, który chroni przed uszkodzeniami).

5. Wcierki:
Po umyciu na skalp nakładam wcierkę. Najczęściej jest to Jantar, woda pokrzywowa lub spray dodający objętości z Yves Rocher.
Jantar i woda pokrzywowa działają pobudzająco i wzmacniają porost włosów, natomiast sprawy z Yves Rocher dodaje włosom objętości. Stosuję je naprzemiennie, w zależności od potrzeby.


6. zabezpieczanie końcówek:
Końce pokrywam delikatną warstewką dowolnego olejku. Gdy włosy są prawie suche, nakładam na nie silikonowe serum i w tym momencie bardzo delikatnie je przeczesuję (zaczynając od dołu) drewnianym grzebieniem. Potem zostawiam włosy do pełnego wyschnięcia.
Moje ulubione serum do koncówek to: Green Pharmacy (w drogerii Natura), Alfaparf nutri (dostępne w sklepach fryzjerskich), Grapeseed glossing serum z The Body Shop oraz Biovax wit A+E. Wszystkie spisują się świetnie, używam je naprzemiennie.

Głównym składnikiem, który świetnie zabezpiecza końcówki przed mechanicznymi uszkodzeniami oraz utratą wody, jest silikon. I w tym przypadku, gdy używamy go w rozsądnych ilościach, wcale nie musimy obawiać się jego działania. Zdarza się, że w ciągu dnia dodatkowo dokładam maleńką porcję serum, aby ujarzmić i chronić końce przed rozdwajaniem (chociaż jeszcze nie udało mi się osiągnąć stanu - włosów bez rozdwojeń, ale ciągle nad tym pracuję).

7. suszenie/stylizacja:
a co to jest? :) Tak naprawdę suszarkę/prostownicę czy lokówkę używam od wielkiego dzwonu. Odstawiłam wszystkie te destrukcyjne urządzenia. Włosy schną samoistnie. Myję je głównie wieczorem i jak już są suche związuję je delikatnie w koczek i tak śpię. I wiem, że są mi za to wdzięczne.
Mimo to wiem, że niektórzy nie mogą się obyć chociaż bez suszarki i dlatego postaram się zrobić osobny post o zabezpieczaniu kosmyków przed ciepłem oraz o moich sposobach stylizacji włosów bez użycia ciepła - bo takie naprawdę istnieją! :D


I na koniec zdjęcia moich włosów. Bez czesania, więc są lekko zbite, bo wczoraj testowałam nową metodę na loki bez użycia ciepła - na ramiączku od stanika. Jak przetestuję dłużej, to na pewno dam Wam znać. Zdjęcia robione wieczorem, więc kolor może wydawać się inny, niż w świetle dziennym. Nie jest to jeszcze stan idealny, ale jestem naprawdę zadowolona z postępów, jakie poczyniłam. Możecie je zobaczyć w poprzednim poście - klik.
Co jakiś czas postaram się dodawać post z aktualizacją stanu moich włosów - będziemy mogli obserwować ich zmiany (mam nadzieję, ze na lepsze^^).





wtorek, 5 sierpnia 2014

MOJA WLOSOWA HISTORIA - EWA

Dzisiejszy post, jak tytuł wskazuje, dotyczy historii moich włosów - czy co się zmieniało wraz z upływem czasu? Jak wygląda moja pielęgnacja i co sprawiło, że mogę cieszyć się z posiadania długich włosów (co zawsze fryzjerzy mi odradzali twierdząc, że moje włosy się do tego nie nadają - wtf?)?

Najstarsze zdjęcie moich włosów posiadam z okresu liceum (kwiecień 2008 r.). Tak wygląda mój naturalny kolor - typowy, mysi odcień brązu. Wtedy jeszcze miałam długie włosy, lecz - co zapewne widzicie na zdjęciu - kochałam zabawy z prostownicą. Niestety prostowanie włosów jest cholernie wciągające i zaczyna się od wyprostowania włosów raz na jakiś czas, a kończy się na ich codziennym katowaniu. Oczywiście wtedy jeszcze nie używałam żadnych produktów ochronnych, o których dowiedziałam się potem. Zapytacie o pielęgnację? Oczywiście jakieś typowe produkty drogeryjne.


Mimo braku chęci pozbycia się długich włosów - ścięłam je i to dość radykalnie. Zostały one mocno skrócone i wycieniowane. Miałam niestety problem z ich wywijaniem się i co robiłam? Oczywiście myłam je codziennie i po wysuszeniu, katowałam prostownicą (bo inaczej nie mogłam sobie z nimi poradzić). Tutaj też widzicie mój naturalny kolor.





































Po jakimś czasie, gdy zaczęły rosnąć, postanowiłam je pofarbować. Najpierw był to brąz...





































Kolejno, jeszcze inny odcień brązu...





































W tym czasie już trochę odrosły. Mimo to, widać stare "ślady obcięcia" w postaci nierównych włosów. Pielęgnacja nadal typowo drogeryjna, lecz z użyciem środków ochronnych i wprowadzeniem jedwabiu.


Potem zachciało mi się zmian i postanowiłam zmienić fryzurę - oczywiście padło na coś wykombinowanego i wariackiego - jedna część dłuższa, druga krótsza. Dodatkowo zostały zafarbowane przez fryzjera. Odzyskały trochę życia, ale aby utrzymać kształt, musiałam korzystać z prostownicy, co nie pomagało moim włosom :(





































I włosy dalej sobie rosły...





































...aż do kolejnego ścięcia - tym razem na modnego boba. Nawet lubiłam tę fryzurę, ale jak to wcześniej opisywałam, nie byłam w stanie - w przypadku krótszych fryzur - zrezygnować ze stylizacji termicznej. 





































Następnie zachciało mi się czarnego koloru - no i miałam go. Oczywiście musiałam wybrać najgorszą farbę, jaka istnieje, czyli palette. Nie mogłam za chiny pozbyć się jej resztek z włosów, więc dalej farbowałam się na czarno.


Dodałam tylko grzywkę. I prostowałam dalej...





































Niestety pewnego dnia przyszedł mi do głowy kolejny pomysł i postanowiłam sama na własną rękę pozbyć się czerni i kupiłam rozjaśniacz i rudą farbę i użyłam oba te specyfiki. Na szczęście moje włosy jakoś to przeżyły i nie wypadły. Dodatkowo zostały obcięte z powrotem na krótszego boba. Na zdjęciu widać jak mocno były wycieniowane. 





































Tutaj powoli zaczął się okres, kiedy zaczęłam wprowadzać "lepszą" pielęgnację. Zaczęłam kupować typowo profesjonalne kosmetyki do włosów, które trochę poprawiły stan moich kosmyków. Przynajmniej na tyle, że mogłam je trochę zapuścić.



Ale nastąpił moment, kiedy zaczęłam zwracać uwagę na to, co kładę na włosy. Powoli odstawiałam prostownicę. Używałam jej, ale rzadziej i dodatkowo zrezygnowałam z codziennego ich mycia. W krytycznych sytuacjach ratowałam się suchym szamponem. Nie pamiętam w tej chwili jakie kosmetyki wtedy używałam.






































Po jakimś czasie sama zrobiłam sobie rozjaśnianie końcówek, takie niby ombre. Niestety włosy na tym ucierpiały i tym bardziej zaczęłam zgłębiać tajniki włosomaniaczek - po to, aby były zdrowsze i ładniejsze.





































W ubiegłym roku, z okazji zbliżającego się mojego ślubu, postanowiłam kupić sobie doczepiane włosy, aby ulepszyć wygląd fryzury. Kupiłam włosy w odcieniu ciemnego, lekko rudawego blondu i przez przypadek- problem- niemożność zrobienia samej sobie fryzury na ślub trafiłam do bardzo fajnej i ogarniętej fryzjerki, która najpierw zafarbowała mi włosy pod odpowiedni kolor, a potem zrobiła fryzurę ślubną. Byłam z niej bardzo zadowolona. I wtedy nastąpił przełom. Postanowiłam już nie eksperymentować z kolorem, gdyż ten skradł moje serce i czułam i czuję się w nim dobrze. 





































Odstawiłam prostownicę i suszarkę. Jeśli użyję ich, to od wielkiego święta. Nie kładę się spać z mokrymi włosami, dodatkowo do spania luźno związuję je na czubku. Używam szczotki z naturalnym włosiem lub drewnianego grzebienia z szeroko rozstawionymi zębami i itp.
Zaczęłam patrzeć na składy produktów, ale nie odstawiłam całkowicie silikonów, które wcale nie są złe (tylko trzeba nauczyć się ich używać). Moją dokładną pielęgnację opiszę w najbliższym poście i w nim też postaram się umieścić jak najwięcej porad i spostrzeżeń o pielęgnacji włosów, jakie tylko znam.
Same odrosty farbuję średnio co 1-1,5 miesiąca. Najbardziej polubiłam farbę Revlonu (dostępna w Rossmannie), ale Garnier olia też jest ok. Tak wyglądają, gdy są cały dzień związane i potem rozpuszczone i gdy mam odrosty: 
























A tak, gdy odrosty są pofarbowane:


Generalnie, moje włosy przeszły sporą metamorfozę. Czeka mnie jeszcze wiele pracy, żeby końcówki nie rozdwajały się i nie plątały, ale czuję, że jestem już bliżej, niż dalej :)
Jak będę mieć okazję, poproszę męża o zrobienie fotki moich włosów, to wstawię je do posta o mojej aktualnej pielęgnacji.
Napisałam ten post ku przestrodze dla innych oraz po to, aby pokazać, że wiele błędów da się naprawić i dalej można pracować nad coraz lepszym rezultatem. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :P
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka