orchidea magia piekna: 2017

piątek, 29 grudnia 2017

NOWOŚCI KOSMETYCZNE OSTATNICH TYGODNI | ANNABELLE MINERALS, ZOEVA, INSIGHT, LILY LOLO, GOLDEN ROSE, KIKO, THE BODY SHOP, TAFT

Rzadko pokazuję Wam takie posty zbiorcze, w których możecie zobaczyć nowości kosmetyczne, które pojawiły się w moich zbiorach. Grudzień to idealny czas na wprowadzenie tego typu postów, zwłaszcza, że w tym miesiącu są moje urodziny, imieniny (a także Gwiazdka) - stąd łatwiej o zgromadzenie większej liczby produktów w jednym czasie ;)


Na widok tych cudowności oczy mi się świecą jak węgielki. Wszystkie te kosmetyki to produkty marek, które znam i lubię, więc o wpadkach nie ma mowy ;)


Najpierw powiem Wam o cudeńkach marki Annabelle Minerals, które otrzymałam w ramach współpracy z marką. W przesyłce znalazły się produkty, które szalenie mnie interesują i które sama sobie wybrałam do przetestowania. Są to:
- primer pretty neutral, czyli pudro-baza oparta na glince, która ma przedłużać trwałość makijażu oraz przeciwdziałać niedoskonałościom 
- dwa podkłady kryjące z gamy golden: golden fair i golden light


 Oprócz primera i podkładów otrzymałam także cienie mineralne:
- cinnamon - nazwa idealnie odzwierciedla kolor, to ciepły odcień brązu z delikatnym rozświetleniem (idealny cień do stosowania na dzień, jak i na wieczorne wyjścia)
- lavender -  piękny, lawendowy fiolet (świetnie podkreśli oczy zielone, brązowe i piwne, a dzięki temu, że jest on stonowany to będzie także bardzo uniwersalnym cieniem)

Dziękuję marce Annabelle Minerals za przesyłkę - już nie mogę się doczekać testów - oczywiście podzielę się z Wami moją opinią na ich temat :)


 Sezonu zimowego nie wyobrażam sobie bez brokatu oraz odważnych kolorów w makijażach oczu! Jeśli nie lubicie mocno błyszczących powiek to warto przetestować glitter w delikatniejszej formie, czyli formie kreski. Jest błyszczący, ale daje subtelny efekt - i co najważniejsze, jest łatwy w aplikacji. Jeśli szukacie taniego i świetnego brokatowego eyelinera to polecam Wam brokatowy tusz do kresek o numerze 103 marki Golden Rose. To przepiękny złoty eyeliner z pędzelkiem, który odmieni każdy makijaż i nada mu imprezowego szyku.

Dwustronna kredka marki Kiko to kredka, która zawiera dwa kolory - bordowy oraz zielony z drobinami rozświetlającymi. Jest miękka, świetnie napigmentowana i dzięki takiej formuje nadaje się do nakładania na linię wodną. Niestety pojawiła się w edycji limitowanej i nie jest już dostępna online. Natomiast, jeśli szukacie świetnej jakości kredek w innych kolrach to polecam Wam zajrzeć do sklepu Kiko.



Jeśli śledzicie mojego bloga i kanał na yt to zapewne wiecie, że uwielbiam markę Lily lolo. Kolory cieni z zestawu świątecznego cocktail hour totalnie mnie urzekły:
- bucks fizz - jasny, szampański, mocno rozświetlający cień
- mulled wine - kolor wina, niezwykle modny w ostatnim czasie
- chocolate martini - odcień czekolady zmieszany z fioletem, niezwykle ciekawy i niepowtarzalny kolor
To trio tworzy świetny zestaw, którym można wyczarować zarówno makijaże dzienne, jak i wieczorowe. 



 Zoeva w ostatnim czasie wypuszcza na świat palety, w których połączenia kolorów są genialne. Jednak największe moje zainteresowanie przykuła paleta Opulence, która jest idealną paletą uzupełniającą (brak czerwi może wielu osobom przeszkadzać). Posiada dwa cienie matowe, reszta to cienie błyszczące. Moje serce szczególnie zabiło na widok tej pięknej czerwieni i granatu. Pigmentacja cieni w palecie jest powalająca i można stworzyć nimi mnóstwo ciekawych makijaży.


Produkty dodające objętości to towar wyjątkowo pożądany u osób, które mają przetłuszczającą się skórę głowy. Bez takich kosmetyków szybki przyklap jest murowany. Mam tego typu puder marki Batiste, natomiast ten - według mnie - jest lepszy. Ma drobniej zmielone cząsteczki, które nie dają aż tak tępego wykończenia, przez co jest łatwiejszy w aplikacji. Na pewno dam Wam znać jak sprawdza się na dłuższą metę.


Serię bananową marki The body shop znam od dawna - w końcu kiedyś pracowałam w sklepie tej marki. Są to produkty świetnej jakości, które mają ciekawy skład, a ich jakość i wydajność rekompensuje większy wydatek. Jeśli jesteście zainteresowani to zawsze może upolować te kosmetyki w promocji.


Czas na ostatni produkt na mojej liście - Insight liquid crystals. To nic innego jak serum zabezpieczające końcówki i wygładzające włosy. Zostało oparte na silikonach oraz olejach. To połączenie świetnie wygładza włosy, jednocześnie ich nie przetłuszczając. Markę Insight znam i bardzo lubię - aktualnie używam szamponu i odżywki tej marki i bardzo je polecam.


Uff... Dotrwaliście do końca? Mam nadzieję, że tak :)
Ciekawa jestem czy macie i lubicie już któryś z tych produktów, które Wam pokazałam - dajcie znać w komentarzach :)




wtorek, 26 grudnia 2017

LUSH MASK OF MAGNAMINTY - HIT W MOJEJ PIELĘGNACJI

Maseczki do twarzy to jeden z moich głównych elementów pielęgnacji twarzy. Stosuję je bardzo często, gdyż mają one ogromny - oczywiście pozytywny - wpływ na stan skóry. Tym razem opowiem Wam coś więcej o maseczce oczyszczającej marki Lush, czyli masce o nazwie mask of magnaminty.


Maska trafiła w moje ręce dzięki uprzejmości mojej klientki, za co bardzo jej dziękuję. Nie będę ukrywać - dzięki niej odkryłam to cudeńko i zrobię wszystko, żeby kupić nowe opakowanie gdy obecne mi się skończy :)


Maseczka została zapakowana w czarny plastikowy pojemniko-słoik. Opakowanie to nie będzie stanowić ozdoby lodówki, ale nie razi w oczy - utrzymane jest w minimalistycznym stylu.

A zawartość? Pierwsze, co rzuca się w oczy, to kolor i zapach produktu. Jeśli lubicie miętowe lody to nie zdziwię się, że maska przypadnie Wam do gustu. Pachnie świetnie, a kolor zdecydowanie pozwala na bezbłędne określenie jej działania.

Maseczka zawiera bentonit, kaolin, miód, fasolkę aduki, nasiona pierwiosnka oraz miętę pieprzową.
Połączenie tych składników ma działanie oczyszczające, lekko peelingujące, rozjaśniające, wygładzające, zmniejszające zaczerwienienia oraz lekko nawilżające. Maseczkę należy trzymać na skórze 15 minut, następnie zmyć z użyciem wody - najlepiej kolistymi ruchami - lekki masaż wzmocni jej działanie oczyszczające.



Już wiecie, że pokochałam ten produkt ogromnie. Za co? Za to, że wszystkie obietnice producenta zostały spełnione! Za to, że nie miałam nigdy wcześniej do czynienia z maską o tak wszechstronnym działaniu! Za to, że jest to produkt, który w ciągu tych 15 minut działa cuda!
Skóra jest oczyszczona, wygładzone, rozjaśniona, ale nie przesuszona. Z tego względu mogę tę maskę polecić osobom o różnych rodzajach skóry.

Czy ten produkt ma jakikolwiek minusy? Tak - niestety nie jest łatwo dostępny. Trudno powiedzieć czemu sklepów tej marki nie ma w Polsce. Rynek kosmetyków naturalnych rozwija się prężnie, dlatego myślę, że Lush bez problemu znalazłby odbiorców w naszym kraju. W tym momencie zostaje nam tylko zakup online lub przez osobę znajomą. Będę mocno trzymać kciuki za to, aby w końcu Lush pojawił się u nas, bo nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji bez tego produktu.

A Wy, znacie tę markę? Jeśli tak to dajcie znać jakie produkty polecacie ;)





sobota, 2 grudnia 2017

BOMBOWA BOMBKA, CZYLI PREZENT IDEALNY DLA HYBRYDOMANIACZKI + MANICURE W KLIMACIE ŚWIĄTECZNYM

Lakiery hybrydowe zawładnęły moim paznokciowym światem. Tego typu manicure noszę non stop od maja tego roku i... nie mam dość! Moja mini kolekcja stale się powiększa. Tym razem w moich rękach pojawiła się taka bombka, która zawiera dwa lakiery, pyłek oraz mnóstwo drobnych gwiazdek, które można wykorzystać do stylizacji paznokci.


W sprzedaży dostępne są 3 zestawy-bombki, które łączą dwa elementy - lakiery brokatowy i pyłek, przy czym w zależności od zestawu różnią się one kolorem. W moje ręce trafił zestaw Ready to glow set. W jego skład wchodzą:
- lakier Champagne kiss
- lakier Sexy red
- pyłek Glittery effect 01 
- holograficzne gwiazdki do zdobień


Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądają te kolory na paznokciach to poniżej możecie zobaczyć stylizację, którą wykonałam własnoręcznie (po raz pierwszy pokazuję na blogu paznokcie wykonane przeze mnie) za pomocą lakierów zawierających ten zestaw.


Powyżej zdjęcie w świetle dzienno-sztucznym, a poniżej wyłącznie w świetle dziennym.


Lakierami z zestawu maluje się niezwykle łatwo, ale zdaję sobie sprawę, że aplikacja brokatowego lakieru może sprawiać wielu osobom problem. Wymaga ona troszkę innego podejścia i zwrócenia uwagi na powolne nakładanie lakieru, miejsce po miejscu. Jeśli w jednym miejscu zbierze się Wam zbyt duża jego ilość to w łatwy sposób można go równomiernie rozprowadzić na płytce - pamiętajcie, że to lakiery hybrydowy, więc nie trzeba się obawiać, że zaschnie Wam w trakcie pracy ;)

W swoich zasobach posiadam także inną czerwień tej marki, czyli lakier w odcieniu Lady ferrari, który jest jaśniejszy i ma więcej nut pomarańczowych, niż Sexy red. Sexy red jest głębszy, poważniejszy i nadaje się na każdą okazję. W połączeniu z błyszczącym Champagne kiss tworzy idealną świąteczną propozycję, która przyciągnie spojrzenia niejednej osoby - gwarantuję Wam to! :)

Jeśli lubicie lakiery hybrydowe to polecam Wam zainteresować się tym zestawem, gdyż te kolory są bardzo uniwersalne i będziecie mogli wykorzystać je nie tylko w okresie świątecznym, ale też w życiu codziennym ;)


środa, 29 listopada 2017

TANIE PEREŁKI, CZYLI TANIE I DOBRE KOSMETYKI DO MAKIJAŻU

Czy zawsze kosmetyki drogie muszę mieć przewagę nad tymi tańszymi? Nie muszą! Dziś powiem Wam o kilku tanich perełkach, które odkryłam przy okazji testowania produktów drogeryjnych.


Bielenda make-up acedemie pearl base
Nie jest to typowo tłusta, obklejająca skórę baza silikonowa, jakiej się spodziewałam. Szczególnie zaskoczyła mnie jej formuła. To baza o świetlistym wykończeniu i zaskakująco przyjemnej konsystencji. Nawilża, wygładza, delikatnie rozświetla i przedłuża trwałość makijażu. 

Mysecret matt eye shadow (odcień 510, 513, 516)
To ostatnio moje ulubione cienie. Kupiłam je na promocji w drogerii Natura, więc zapłaciłam za nie grosze - ale niech Was nie zmyli ich cena. Ich jakość bije na głowę nawet niektóre wysokopółkowe produkty. Jedyny minus? Są dosyć pyliste i sypią się w opakowaniu, ale nie ma problemu z ich osypywaniem się pod oczami. Świetnie współpracują z różnymi bazami i nie tracą pigmentacji podczas rozcierania. Jestem nimi zachwycona i są to cienie, po które sięgam ostatnio bardzo często.


Maybelline Instant anti-age the eraser eye (odcień light)
To najlepszy drogeryjny korektor, jaki miałam. Ma dobre krycie, łatwo się rozprowadza, nie ciemnieje i nie wchodzi w zmarszczki (zaraz po aplikacji utrwalam go pudrami). Dobrze współpracuje z różnymi pudrami - od tanich do drogich. Minus to cena (regularnie kosztuje ok. 50 zł) oraz aplikator (w łatwy sposób można się go pozbyć). Poza tym, jest to korektor, który co prawda nie pobije mojego ukochanego Mac pro longwear concealer, ale niewiele mu do niego brakuje ;)

Essence camouflage 2 in 1 make-up & concealer (odcień 020)
Produkt ten oceniam jedynie jako podkład. Nigdy nie nakładam podkładu w okolicach oczu, więc nie jestem w stanie stwierdzić jak sprawdza się w roli korektora. Natomiast jako podkład sprawdza się znakomicie. Ma mocne krycie, dobrze współpracuje z różnymi bazami, ma przyjemny, żółtawy odcień. Po utrwaleniu pudrem jest stosunkowo trwały. Jedyny minus to fakt, że troszkę ciemnieje, ale istnieje jaśniejszy odcień 010 i wiem, że ten sprawdziłby się na mojej skórze lepiej ;)


Bell wosk do brwi w kredce (wersja dla szatynek)
To moje największe zaskoczenie. W życiu nie pomyślałabym, że produkt z woskiem może sprawdzić się na moich lichych brwiach! A jednak się to wydarzyło. Świetnie się trzyma, układa włoski, dobrze ukrywa luki i daje się nim narysować brew od podstaw (owszem, nie jest to bardzo wyraźny rysunek brwi, ale można granice wyrysować korektorem). Posiada fajny, chłodny odcień, który nie ma w sobie żadnych pomarańczowych tonów. Minus? Niestety szybko się kończy. Wystarcza na ok. 2 tygodnie codziennego używania, ale to przez moje liche brwi - u osób z lekkimi ubytkami wystarczy na dłużej ;)


Ciekawa jestem czy Wy macie w swoich zasobach kosmetycznych takie tanie perełki. Jeśli tak to napiszcie w komentarzach co takiego zawładnęło Waszym sercem ;)

poniedziałek, 13 listopada 2017

O2SKIN OXYGEN WATER - SKONCENTROWANE SERUM TLENOWE

Jeśli śledzicie mój profil na Instagramie, to już pewnie wiecie, że jakiś czas temu zostałam ambasadorką marki o2skin. Marka opracowała ciekawą technologię, która pozwala wprowadzić tlen do produkcji kosmetyków. Każdy produkt w procesie produkcji uzyskuje aż 30% tlenu. Od razu pomyślałam, że muszę przetestować kosmetyki tej marki. Wzbudziły one we mnie ogromne zainteresowanie ;)



W przesyłce otrzymałam Oxygen water - skoncentrowane serum tlenowe. Serum przyleciało do mnie w paczce, która wyglądała bardzo estetycznie. Zapakowane zostało w sposób bezpieczny, dzięki czemu nie trzeba było obawiać się o jego zniszczenie w trakcie podróży. A przyznam, że zwracam ogromną uwagę na sposób pakowania produktów, gdyż zdarzało mi się otrzymać paczki z uszkodzonymi kosmetykami.
Oprócz samego produktu, otrzymałam także magnes z motto życiowym oraz spersonalizowany zeszyt. Uwielbiam artykuły papiernicze, dlatego taki dodatkowy mini prezent mnie bardzo ucieszył. Ucieszyłam się również z faktu, że jest to zeszyt, a nie planner. Korzystam z kalendarza i innych aplikacji dostępnych w telefonie, dlatego na pewno nie wykorzystałabym możliwości takiego plannera w 100% ;)


Samo serum przyszło do mnie w eleganckim kartoniku utrzymanym w minimalistycznym, czystym stylu. Taki lubię najbardziej.



Opakowanie jest bardzo ładne i zdecydowanie w moim guście. Dodatkowo, szklana buteleczka i pipetka sprawiają, że produkt wygląda ekskluzywnie i profesjonalnie.



Pipietka nabiera odpowiednią ilość serum. Dla niektórych ta ilość może być troszkę zbyt duża, natomiast ja bardzo dbam o swoją skórę także na szyi i dekolcie, dlatego jedno pompnięcie dozuje według mnie odpowiednią ilość.

Serum posiada lekką, żelową konsystencję. Świetnie się wchłania i nie zostawia tłustego filmu, natomiast skóra czuje ulgę. Wiele osób, a szczególnie te, które posiada skórę tłustą, zapomina o stosowaniu produktów nawilżających. Tymczasem skóra tłusta także potrzebuje opieki i gdy ją nadmiernie przesuszamy zaczyna się buntować i produkować jeszcze więcej sebum. Szczególnie, gdy w okresie jesiennym używamy agresywniejszych produktów złuszczających - kwasów czy retinoidów. 

Serum wygląda następująco:

Serum w wielu przypadkach posiada dosyć tłustą i obciążającą konsystencję, tymczasem to serum tlenowe jest niezwykle lekkie, ale silnie nawilżające. Z tego względu jest to produkt, który sprawdzi się u posiadaczy także cery suchej czy mieszanej. Pozwoli utrzymać nawilżenie przez długi czas.

Odkąd posiadam je w swojej kosmetyczce, testuję je także w roli bazy pod makijaż. Lekkość tego kosmetyku sprawia, że nie obciąża skóry, a makijaż na tak nawilżonej skórze rozprowadza się niezwykle łatwo. Serum sprawdziło się również w połączeniu z podkładem mineralnym.




Testuję ten produkt od tygodnia, a już mnie ujął za serce. Oczywiście dam Wam znać jak to serum oxygen water sprawdza się u mnie dalej, ale już czuję moim wyczulonym nosem, że się bardzo polubimy ;)
Kosmetyki marki o2skin są dostępne w Drogerii Estrella.

Ciekawa jestem czy Wy już znacie tę markę - dajcie znać w komentarzach :)


środa, 8 listopada 2017

MISSHA MAGIC CUSHION - czy zadziała się magia?

Bardzo lubię wszelkiego rodzaju kremy bb. Najczęściej są lżejsze, niż podkłady, a mimo to świetnie kryją i wyrównują koloryt skóry. Brakowało mi w moich zasobach jakiegoś produktu, który z łatwością mogłabym schować w torebce i dokonać nim szybkich i łatwych poprawek w ciągu dnia. W Kontigo znalazłam taki oto cushion - Missha M magic cushion.



Miałam już styczność z kremami bb tej marki. Szczególnie do gustu przypadł mi krem perfect cover. Ze względu na fakt, że lubię tę markę, postanowiłam przetestować coś nowego :)

Cushion ten przyciągnął moją uwagę opakowaniem - idealne do torebki, a dodatkowo bardzo estetyczne i proste. Takie minimalistyczne szaty graficzne bardzo mi się podobają. 

Kosmetyk aplikujemy na twarz za pomocą dołączonej gąbeczki (dla niektórych może to być mało higieniczne, ale ja swoją gąbeczkę wyprałam ręcznie i nic jej się nie stało). Właściwy sposób aplikacji to dokładne przykładanie gąbeczki miejsce po miejscu (tak, jak byśmy chcieli wtłoczyć produkt w skórę). Na początku może to się wydawać dosyć dziwne, ale naprawdę jest to niezwykle łatwe. Dodatkowo, ten sposób umożliwia wykonanie poprawek bez ubrudzenia sobie rąk ;)

Druga cecha, ważniejsza oczywiście od opakowania, to kolor. Posiadam odcień o numerze 21. Jest to przyjemny, jasny, wpadający w neutralne tony kolor. Poniżej możecie zobaczyć jak prezentuje się na mojej dłoni (zdjęcie zrobione w świetle dziennym). Minusem jest mniejsza gama kolorystyczna, niż wersji perfect cover.



Magic cushion posiada właściwości rozświetlające i nawilżające, a przy tym bardzo ładnie kryje. Jeśli jesteście fankami matu to zdecydowanie polecam Wam sięgnąć po perfect cover. Natomiast ja, mimo posiadania cery tłustej, uwielbiam także lżejsze kremy bb. Ich właściwości doceniam szczególnie, gdy moja skóra jest podrażniona i przesuszona (np. podczas kuracji kwasami). Mam wtedy takie 2 w 1 - nie muszę dodatkowo sięgać po korektor w celu przykrycia przebijających podrażnień i zaczerwienień.



Tego typu produkty, czyli cushiony maja jedną cechę - kończą się szybciej, niż kremy bb w standardowych opakowaniach. Ale... producent do opakowania dołączył także zamienny wkład - dzięki czemu produkt starczy na dłużej, niż nam się wydaje ;)
Cushion w wersji z wymiennym wkładem kosztuje ok. 70 zł - jest to cena droższego podkładu z drogeryjnej półki.

Zapewne zapytacie mnie - komu poleciłabym ten cushion?
Szczególnie osobom, które mają skórę suchą, normalną lub mieszaną. Tłusta wymaga więcej uwagi i lepszego zagruntowania, przy czym skóra po jego użyciu na bank się szybciej wyświeci. Produkt posiada fajne krycie i daje efekt rozświetlenia, dzięki czemu skóra wygląda zdrowo i promiennie. Troszkę magii jednak tutaj się znalazło ;)

A Wy, macie w swoich zasobach kosmetycznych kremy bb? Jeśli tak, to napiszcie w komentarzach, które polecacie ;)



niedziela, 22 października 2017

MAYBELLINE INSTANT ANTI-AGE - HIT CZY KIT?

Korektor ten na rynku jest już od bardzo dawna - niestety w Polsce w sklepach pojawił się niedawno. Nie miałam wcześniej okazji go przetestować, dlatego stwierdziłam, że muszę go wreszcie wypróbować. 


I dorwałam go na promocji -49% w Rossmannie. Na promocji kupiłam tylko dwa kosmetyki, co zapewne Was zdziwi - ale nie o tym mowa, już wracam do wątku głównego ;)
Muszę przyznać, że w świecie blogerskim i youtubowym ten korektor robi furorę i mało jest negatywnych opinii na jego temat.
Często pytacie mnie o to, które kosmetyki z półki drogeryjnej mogę Wam polecić. Stąd zachęcona opiniami innych i Waszym zainteresowaniem, nie omieszkałam złapać przedostatniej sztuki w mało uczęszczanym Rossmannie. Dorwałam odcień light.
Od razu powiem Wam, że największym minusem tego produktu jest jego cena - w cenie regularnej kosztuje ok 47 zł, więc nie jest to mało. Natomiast sytuację "ratuje" jego pojemność, która wynosi 6,8 ml, przez co stosunek ceny do pojemności jest znacznie przyjemniejszy ;)

Opakowanie jest dosyć specyficzne, gdyż zawartość aplikuje się na skórę za pomocą gąbki. A aby ją wydobyć, należy przekręcić górną część. Aplikator jest stosunkowo wygodny i fajnie rozprowadza produkt, ale i tak wymaga on dokładniejszego rozprowadzenia na skórze. W tym celu świetnie się sprawdza każde narzędzie - pędzel, gąbka i palce. Takie rozwiązanie jest ciekawe, ale znacznie utrudnia utrzymanie higieny kosmetyku. Wiele osób radzi sobie w ten sposób, że pozbywa się gąbkowej nakładki i aplikuje korektor najpierw na dłoń.

A teraz czas na moją opinię na jego temat. Poniżej możecie zobaczyć dwa zdjęcia - przed i po nałożeniu korektora.



Nie mam tu grama makijażu, poza nałożonym korektorem (na 2 zdjęciu). Starałam się jak najlepiej pokazać jego możliwości. Wiem, że nie mam masakrycznych cieni i zmarszczek wokół oczu, natomiast moja skóra z natury w tych miejscach bywa ciemniejsza lub lekko sinawa. Na drugim zdjęciu widzicie korektor leciutko przypudrowany pudrem setting powder Laura Mercier (translucent). 
Odkąd kupiłam ten produkt, używałam go praktycznie codziennie po to, aby wyrobić sobie na jego temat opinię. I wiecie co? Nie dziwię się, że robi taką furorę w internecie! Zobaczcie jak fajnie poradził sobie z z zasinieniami i ciemniejszą skórą. Dodatkowo rozjaśnił ją i rozświetlił. Odcień light, który testowałam, ma żółte tony, dzięki czemu jest bardzo uniwersalny. Jednak większość Polek posiada żółte podtony, więc różowe lub pomarańczowe kosmetyki potrafią dać efekt świnki piggy.
Korektor ten można też nakładać na strefę T w celu jej rozjaśnienia. W tym przypadku także radzi sobie wyśmienicie.
Niewątpliwym plusem jest też jego trwałość i znikome wchodzenie w zmarszczki, co zapewne ucieszy wiele osób. Oczywiście, gdy zależy Wam na trwałości, polecam utrwalenie go za pomocą pudru. Współpracuje także z innymi pudrami, niż ten od Laury Mercier.

Czy będę go polecać? Oczywiście, że tak. W przypadku tego produktu, dla mnie minusy, o których Wam napisałam, są kompletnie nieistotne. Zawartość rekompensuje je w 100%, więc przymykam na nie oko ;)

Ciekawa jestem czy Wy już testowaliście ten korektor lub czy go macie w swojej kosmetyczce. Dajcie znać w komentarzach jak się sprawdza u Was ;)

wtorek, 17 października 2017

MAKIJAŻ NA HALLOWEEN

W makijażu halloweenowym wszystkie chwyty dozwolone! Zainspirowałam się facechartem od Milk1422 (nazwa profilu na instagramie) ;)


Lista kosmetyków:
Podkład - bb cream brightening balm od Dr.G Polska
Korektor age instant rewind (także w roli bazy pod cienie) od Maybelline New York Polska
Sticki do konturowania 23 i 53 od Golden Rose Polska
Puder setting powder translucent od Laura Mercier Laura Mercier Cosmetics Douglas Polska
Pomada do brwi od Wibo Kosmetyki
Zestaw bronzerów od KOBO Professional Daniel Sobieśniewski
Zestaw rozświetlaczy od KOBO Professional Daniel Sobieśniewski
Pigment 118, cielisty cień, ozdoba brokatowa do ciała i cienie z serii what a spice od Inglot
Czerwony cień z palety rodeo belle od ZOEVA
Czarny cień z palety Naked2 od Urban Decay Cosmetics SEPHORA
Eyeliner w pisaku od Eveline Cosmetics
Eyeliner w żelu od Maybelline New York Polska
Kępki rzęs koreańskie
Klej do rzęs Ardell Beauty
Rzesy 141 exxagereate Eylure
Pomadka w płynie 09 Golden Rose Polska

wtorek, 3 października 2017

NOWOŚCI MINERALNE W MOJEJ KOSMETYCZCE - DUO DO POLICZKÓW, BAZA POD CIENIE, DUO DO BRWI, UTRWALACZ MAKIJAŻU, POMADKA LILY LOLO

Kosmetyki mineralne wielu osobom kojarzą się wyłącznie z nudą, brakiem nowości, trudnością aplikacji i nieciekawymi opakowaniami. Tymczasem świat kosmetyków mineralnych jest ogromny i powstaje wiele świetnych produktów, które są ciekawe, świetnie się rozprowadzają, dają cudowne efekty, pozytywnie wpływają na skórę i mają przepiękne opakowania. Marka Lily lolo nie przestaje mnie zaskakiwać!


Jakiś czas temu otrzymałam do przetestowania kosmetyki, które szczególnie mnie zaciekawiły. Oto cudeńka, które pojawiły się w moich zasobach (i już mogę Wam zdradzić, że dołączyły do mojej jesiennej kosmetyczki).


Lily lolo makeup mist
Mgiełka o naturalnym składzie, która działa pielęgnująco, przedłuża trwałość makijażu mineralnego i zbiera efekt pudrowości. Wiele firm wprowadziło do swojej oferty tego typu utrwalacze i fixery. Niestety jest szerokie grono osób, które nie mogą codziennie sięgać po produkty wypełnione alkoholem i innymi niezbyt przyjemnymi substancjami zawartymi w takich preparatach. Mgiełka Lily lolo to idealne rozwiązanie dla takich osób. Dodatkowo, jeśli macie problemy z przesuszaniem się skóry przy użyciu minerałów, to polecam ją Wam serdecznie. Sprawi, że Wasz makijaż będzie wyglądał świeżo i promiennie przez cały dzień.


Lily lolo cheek duo Coralista
Gdy zobaczyłam ten zestaw na żywo, po otwarciu paczki, oczy wyleciały mi z orbit! Róż to piękny odcień koralu, który jest idealnie wyważony - nie za różowy i nie za pomarańczowy. Na policzkach wygląda przepięknie. Ożywia i dodaje zdrowych rumieńców. Będzie idealnie współgrał z osobami o różnych typach kolorystycznych, ale osoby o ciepłych tonacjach polubią go najbardziej.
Rozświetlacz zaskoczył mnie jeszcze bardziej, niż róż. Zdetronizował nawet mój ukochany rozświetlacz z My secret (princess dream)! Jest delikatniejszy, mocniej zmielony i nie posiada żadnych drobinek, ale uwierzcie mi - ma moc. Można nim uzyskać efekt od delikatnego rozświetlenia aż do mocnej tafli. Wiem, że zabrzmi to śmiesznie, ale jest ciepło-chłodny. Posiada bardzo uniwersalny odcień i wiele osób go pokocha - tak jak ja :)



Lily lolo eye primer
Przyznam, że tego produktu obawiałam się najbardziej. Moje powieki są ekstremalnie tłuste i wiele produktów nie daje rady i kompletnie nie przedłuża trwałości makijażu oczu. Nie jest to produkt, który utrzyma makijaż w nienaruszonym stanie tak, jak kosmetyki charakteryzatorskie, ale zakoczył mnie. Na moich ekstremalnie tłustych powiekach bez konieczności poprawki wytrzymuje około 6 godzin. Gdy odpowiednio przygotuję powiekę (oto mój sposób - klik) to trzyma się pięknie cały dzień i nie wymaga żadnych poprawek.
Testowałam tę bazę z cieniami z palety Lily lolo Pedal to the metal oraz cieniami innych marek - z wszystkimi świetnie współpracuje.
Bardzo spodobało mi się podzielenie bazy na dwie części i stworzenie dwóch różnych opcji kolorystycznych. Obie świetnie się sprawdzają do wyrównywania kolorytu powieki, ale wersja żółta przypadnie do gustu osobom posiadającym problemy z zasinieniami wokół oczu. Żółty pigment świetnie ten kolor wyrównuje. Dzięki temu w jednym kosmetyku mamy zamknięty produkt o bardzo uniwersalnym działaniu.


Lily lolo eyebrow duo Medium
Duo do brwi jest świetnym rozwiązaniem dla wielu osób. Produkt ten polubią osoby, które potrzebują dorysować kilka włosków i wypełnić brwi, ale też osoby o dużych brakach. Pigmentacja cienia jest fenomenalna, a wosk świetnie utrwala i układa włoski. Zapewne już wiecie, że moje brwi nie należą do najbujniejszych i muszę je poprawiać przez ich dorysowywanie od nowa - codziennie. Stąd posiadam duże doświadczenie w wyszukiwaniu fajnych produktów do brwi. Ten sprawdza się świetnie, ale jego odcień mógłby być chłodniejszy. U mnie jest delikatnie za jasny, natomiast dla osób o chłodnej urodzie, może być zbyt ciepły - wtedy lepiej sięgnąć po ciemniejszy odcień i wyczesać nadmiar produktu.


Lily lolo lipstick Scarlet red
Ten odcień czerwieni zdobył moje serce od samego początku. Posiadam już pomadkę nude, w odcieniu nude allure i sprawdza się u mnie genialnie. Z tego względu postanowiłam przetestować jakieś konkretniejszy kolor i oczywiście musiałam wybrać tę pomadkę. To odcień malinowej czerwieni. Ciepłej, intensywnej, ale nie rażącej.
Formuła pomadki jest taka sama, jak w przypadku odcienia nude allure - na początku jest bardziej błyszcząca, z czasem staje się satynowa. Jak na naturalną pomadkę, bez właściwości zastygających, trzyma się świetnie.
Jest fantastyczna. Potrafi odmienić każdy, nawet najprostszy makijaż i sprawia, że staje się on niepowtarzalny.



A Wy, lubicie kosmetyki mineralne? Które z nich szczególnie przykuły Waszą uwagę? ;)

niedziela, 24 września 2017

POMADKI IDEALNE NA JESIEŃ - MAC, LILY LOLO, NYX

Oficjalnie rozpoczęła się jesień. A wraz z nią przyszedł czas na ciemniejsze makijaże. Bardzo często wtedy sięgamy po zgaszone odcienie nude, różu, intensywniejsze fiolety czy ciemne czerwienie. Dziś pokażę Wam moje ulubione kolory pomadek, które idealnie sprawdzą się jesienią.


Wybrałam szminki o różnym wykończeniu po to, aby każda z Was znalazła coś dla siebie ;)


Nyx soft matte lip cream w odcieniu Abu Dhabi
To pomadka o matowo-satynowym wykończeniu. Ma ciekawą konsystencję musu. Nie zastyga na amen i nie jest trwała. Natomiast polubią ją osoby, które mają problem z przesuszającymi się ustami. Nie wysusza. Bardzo łatwo się ją aplikuje. W ciągu dnia się zjada, ale równomiernie. Dodatkowo, bez problemu można dołożyć ją w startych miejscach. Kolor, który posiadam, Abu Dhabi, to ciepły odcień nude, nadający się na każdą okazję i w każdej sytuacji.

Lily lolo naturalna szminka w odcieniu Nude allure
To mój nr 1 ostatnich miesięcy. W końcu odnalazłam naturalną pomadkę w idealnym, ciepłym odcieniu nude. Jest troszkę ciemniejsza, niż Nyx Abu Dhabi. 
Tak, jak już napisałam w jednym z ostatnich wpisów, to szminka o ciekawym wykończeniu - na początku daje lekko błyszczący efekt, potem staje się bardziej satynowa. Według mnie jest trwalsza, niż pomadka z Nyx. Nie wysusza ust, a wręcz działa pielęgnująco. Kolor świetny na każdą okazję.

Lily lolo naturalna szminka w odcieniu Scarlet red
Ma takie same właściwości jak pomadka opisana wyżej. To odcień czerwieni, ale nie oczywistej, bo malinowej. Podczas nakładania, jak to z intensywniejszymi kolorami bywa, trzeba zwrócić uwagę na równomierne rozprowadzenie produktu. Mimo to, aplikuje się ją niezwykle przyjemnie. Z łatwością sunie po ustach, co nie zawsze bywa takie proste w przypadku innych pomadek (o czym przekonacie się w dalszej części wpisu). Jej kolor polubią szczególnie osoby szukające nieoczywistych, ciekawych kolorów, które potrafią odmienić cały makijaż w ciągu sekundy.

Mac lipstick retro matte w odcieniu Ruby woo
To pomadka w ciepłym odcieniu czerwieni (na chciej-liście mam jeszcze Russian red, która jest chłodniejsza). Wykończenie retro matte to wykończenie, które jest w 100% matowe. Szminki o tym wykończeniu ciężko się aplikuje. Są suche i tępe, więc mogą przysporzyć problemów osobom, które nie mają wprawy w nakładaniu tego typu produktów. Potrafi mocno usta przesuszać, więc nie nadaje się dla osób z problemem z natury suchych ust.
Jej trwałość natomiast wynagradza ciężkie nakładanie. To jedna z najtrwalszych pomadek, jakie mam w moich zasobach. Jest opcją idealną na większe wyjścia.

Mac lipstick lustre w odcieniu Plumful
To różowo-śliwkowy kolor, bardzo unikatowy. Formuła lustre daje taki błyszczykowaty efekt. Po starciu się błyszczącej warstwy, zostaje smuga koloru o wykończeniu satynowym. Jest bardzo przyjemna w aplikacji i nie wysusza ust. Jest zdecydowanie mniej trwała, niż Ruby woo, ale od takiej formuły nie można oczekiwać przesadnej trwałości. To świetny, uniwersalny kolor, który bardzo trudno podrobić - nie znalazłam jej idealnego zamiennika.

Mac lipstick matte w odcieniu Heroine
Wykończenie tej pomadki to matte, które jest trochę mniej suche, niż w przypadku retro matte. Również nieco łatwiej się ją aplikuje. Jest troszkę mniej trwała, niż Ruby woo, lecz różnica jest subtelna.
Oczadziałam na punkcie tego koloru. To najbardziej odjechana propozycja w tym zestawieniu. To intensywny fiolet, który jest niezwykle zobowiązujący, ale wygląda świetnie, gdy nie traktujemy go tak zupełnie serio ;)


To są moje ulubione pomadki, które mam i będę mieć w swojej torebce codziennie.
Zmiana koloru pomadki to zmiana całego makijażu. Dzięki nim z łatwością możemy przemienić makijaż dzienny w wieczorowy - dlatego tak bardzo doceniam ich moc. A potrafią zdziałać cuda ;)

wtorek, 19 września 2017

MIGAWKI OSTATNIEGO MIESIĄCA


1. Strobe cream, czyli kremo-baza z Mac (cudo!). 2. Fuks - nowy członek rodziny (czyż nie jest słodki?) 3. Moje jakże już jesienne paznokcie - Semilac 083 burgundy wine. 4. Odjechany makijaż z live'a na Instagramie (wpadajcie na moje insta: orchideamagiapiekna!).


1. Setting powder marki Laura mercier (cudo! Na kanale yt jest test i porównanie z pudrem anti0shine marki Kryolan). 2. Blue day, czyli niebieski górą. 3. Ukochane trampki. 4. Cudowny deser w warszawskim Omami - matcha pudding (pycha! Polecam szczególnie, gdy lubicie zieloną herbatę i wolicie niezbyt słodkie desery).

piątek, 15 września 2017

MAKIJAŻ MINERALNY - SMOKY EYES NA KAŻDĄ OKAZJĘ

Ostatnio pokazywałam Wam sporo produktów mineralnych. Postanowiłam więc pokazać Wam jak bardzo uniwersalne są te kosmetyki. Sprawdzają się świetnie do wykonywania makijaży dziennych, jak i wieczorowych. Tym razem mam dla Was propozycję makijażu idealnego na każdą okazję. Tego typu makijaż nosić cały dzień - bez obaw, że szef Was wyrzuci z pracy ;)



Takie delikatne smoky to świetna propozycja dla każdej z nas. Dzięki zastosowaniu neutralnych kolorów cieni, nie musimy obawiać się o przerysowany efekt.
Cały makijaż (oprócz brwi, które podkreśliłam - przepraszam, narysowałam - pomadą z Wibo) został wykonany kosmetykami marki Lily lolo. 
Do wykonania tego makijażu użyłam podkładu w odcieniu warm peach, pudru flawless matte (także w roli bazy pod podkład), korektora w kolorze barely beige oraz bronzera honolulu (na temat którego robiłam osobny wpis na blogu, na który Was zapraszam). Zamiast rozświetlacza nałożyłam na kości jarzmowe cień gold medal z paletki cieni pedal to the metal



Makijaż oka jest niezwykle prosty. Wykonałam go za pomocą palety cieni pedal to the metal.
Jak go zatem wykonać? Już Wam mówię :)

Na całą powiekę, aż pod łuk brwiowy nałożyłam beżowy cień hook up. Oko wykonturowałam jasno-brązowym cieniem pole position (jest niezwykle podobny do cienia tease z palety Naked 2 marki Urban decay, który uwielbiam używać do budowania podstawy prawie każdego makijażu - bardzo cieszę się, że mam wreszcie naturalny zamiennik cienia z UD!) lekko wykraczając ponad załamanie powieki - to świetnie powiększa oko, szczególnie gdy mamy opadającą powiekę. Następnie tym samym cieniem pokryłam ruchomą powiekę oraz nałożyłam go na dolnej powiece. 
Aby nadać makijażowi głębi, zewnętrzny kącik podkreśliłam ciemno-brązowym cieniem pole position. Górną linię rzęs i zewnętrzny kącik przyciemniłam czarnym cieniem black zinc.

Nie chciałam makijażu oczu utrzymywać w samych matach, dlatego postanowiłam przemycić troszkę blasku i od środka powieki do wewnętrznego kącika zaaplikowałam błyszczący stalowo-brązowy cień fulled oraz na sam środek powieki srebrny silver bullet.
Rzęs nie malowałam, gdyż miałam doczepione rzęsy (metoda 2-3D).



Do takiego makijażu twarzy i oczu pasuje tak naprawdę każdy kolor pomadki, ale ja najczęściej sięgam po nudziaki. Nie bez powodu robią taką furorę - pasuję zawsze i wszędzie. 
Na usta zaaplikowałam pomadkę w ciepłym odcieniu nude o nazwie nude allure. To piękny kolor, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia :)
To pomadka o ciekawym wykończeniu - na początku daje lekko błyszczący efekt, potem staje się bardziej satynowa. Zaskoczyła mnie trwałością oraz brakiem wysuszania ust, co często zdarza mi się nawet gdy używam teoretycznie nawilżające pomadki. 

Bardzo cieszę się, że istnieją produkty, dzięki którym można połączyć miłość do makijażu z jednoczesnym działaniem pielęgnacyjnym! Nie wyobrażam sobie bez nich mojego codziennego makijażu :)



Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka